X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Egzekucja w imię Boga – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Egzekucja w imię Boga – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 17 stycznia 2015

WOLNOŚĆ – BARBARZYŃSTWO 0:12. Taki dość głupi tytuł zamieścił sportowy dziennik L’Equipe po krwawej jatce w redakcji satyrycznego pisma Charlie Hebdo. Po trzech dniach wynik należałoby zmienić na 3:17. Ale to nie gra, a i zamach na wolność to jedynie półprawda, choć również dzienniki opinii chętnie podchwyciły tę nośną formułę: „Wolność zamordowana” (Le Figaro), „Oni nie zabiją wolności” (Le Parisien). Nie zabiją, bo nie ona była celem terrorystów muzułmańskich, obywateli francuskich od dziecka oswojonych z wolnością. Odpowiedniejszy jest tytuł z Le Monde: „Francuski 11 września”, oczywiście z zachowaniem należnych proporcji.
– Allah akbar! Pomściliśmy Proroka! – krzyczeli islamiści, zabijając metodycznie, niemal rytualnie, w spektakularnym siedlisku zła – redakcji i sklepie koszernym. Egzekucja w imię Boga. Zemsta za żarty z Mahometa, ale i za udział ich przybranej ojczyzny w zbrojnej operacji przeciwko kalifatowi o nazwie Państwo Islamskie, powstałemu z części terytorium Iraku i Syrii. Przed śmiercią oświadczyli, że mieli instrukcje ISIS i byli powiązani z jemeńską Al-kaidą. To klęska francuskich służb specjalnych – przyznał premier Manuel Valls.


Francja jest największym na Zachodzie eksporterem dżihadystów. Ci, nie zawsze muzułmanie od urodzenia, gotowi są porzucić bezpieczne życie i umierać za wojujący islam. Prezydent Hollande nie od razu to publicznie zauważył i w dwóch telewizyjnych przemówieniach nawet nie przeszło mu przez usta słowo islam. Powiedział, że sprawcy zbrodni nie mają nic wspólnego z religią muzułmańską, że w pierwszym przypadku to atak na wolność słowa, w drugim akt antysemicki. Nie chciał stygmatyzować wyznawców drugiej religii Francji, lecz taka poprawność polityczna łatwo zmienia się w polityczną hipokryzję i ma odwrotny skutek, bo wzmacnia skrajną prawicę, a w konsekwencji pogłębia podział kraju.

Wrażenie narodowej jedności po paryskim marszu republikańskim pod symbolicznym sztandarem „Jestem Charlie” (największym od czasu zdobycia przez Francję mistrzostwa świata w piłce nożnej) szybko okazało się złudne, gdy jego popularny uczestnik, komik Dieudonné, napisał: „Czuję się Charlie Coulibaly” – a Coulibaly to jeden z zabitych przez policję terrorystów. Komika i kilkudziesięciu jemu podobnych zatrzymano pod zarzutem pochwały terroryzmu. Znamienna jest wypowiedź innej uczestniczki marszu, Annick Cojean, reporterki Le Monde: – Kiedy ostatnio robiłam w Iraku reportaż, jeden z jego obywateli powiedział: „Jak wy, Francuzi, możecie żyć w swoim niebie, gdy my żyjemy w piekle? Piekło musi przyjść do was”.

Ostatnie francuskie zamachy są w tym kraju najbardziej krwawymi od czasu terrorystycznych ataków Carlosa vel Szakala, marksisty, który przeszedł na islam. Był on najbardziej poszukiwanym terrorystą przed bin Ladenem. W latach 80. Carlos wypowiedział wojnę Francji, podkładając bomby na ulicach, dworcach, w pociągach i metrze. Od niego zaczęła się era ślepego terroryzmu. Skazany na dożywocie napisał w celi francuskiego więzienia pochwałę rewolucyjnego islamu: Islam jest rewolucją wszystkich rewolucji, dynamiczną syntezą socjalizmu, marksizmu, nacjonalizmu. Jest ostatnią wieżą obronną Zachodu. Wasza wolność jest niewolą, której nie jesteście świadomi. Dziś, wobec groźby, jaka zawisła nad cywilizacją, istnieje jedna odpowiedź: rewolucyjny islam.
Przede mną największy paryski meczet: zielono-biały w stylu hiszpańsko-mauretańskim z okazałym minaretem górującym nad V Dzielnicą miasta. Za ogrodzeniem ogród, oaza spokoju, duże patio, malownicze arkady, fontanny, mozaiki. Tu, będąc na emigracji we Francji, często modlił się i przemyśliwał logikę dżihadu, dualizmu walki dobra i zła, ajatollah Chomeini, przywódca Iranu, który pierwszy proklamował powstanie rządu islamskiego. Jego slogan – islam albo jest polityczny, albo jest niczym – stał się echem innych islamistycznych deklaracji w rodzaju: Allah jest naszym Bogiem, Prorok naszym przywódcą, Koran naszą konstytucją, dżihad naszą drogą, a śmierć w imię Boga naszym pragnieniem.

W sąsiednim kiosku z okładki tygodnika L’Obs patrzy Houellebecq. „Przeżyłem wszystkie ataki” – mówi. No tak, ale wystarczy jeden, żeby nie przeżyć. Krytycznego dnia karykatura pisarza była na okładce Charlie Hebdo z podpisem: „Przepowiednie maga Houellebecqa” w związku z jego książką przedstawiającą wizję zislamizowanej Francji. Chciałem kupić nowego Charliego z płaczącym Mahometem przyznającym, że też jest Charliem, jednak mimo kilkumilionowego nakładu zabrakło pisma do zamachu niszowego, którego sprzedaż nie przekraczała 35 tys. egzemplarzy. Pisma szargającego wszelkie świętości (np. karykatura kopulującej Trójcy Świętej).
– Marine Le Pen może powstrzymać imigrację, nie powstrzyma islamizacji – rzucam okiem na wywiad z Houellebecqiem w L’Obs. Tytuł – „Republika jest martwa”. Może nie martwa, ale zraniona. Zauważył to w końcu premier Valls i już bez zbędnej nowomowy oświadczył w Zgromadzeniu Narodowym: „Francja jest w stanie wojny z radykalnym islamizmem”. Jak wojna, to trzeba ją wygrać. Tylko jak wygrać wojnę ze „straceńcami Boga” gotowymi iść do nieba, by wysłać do piekła ludzi szatana? Jak, skoro „ostateczne rozwiązanie” pachnie jeszcze większym piekłem?






Najpopularniejsze

Zobacz także