X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Egoista i jego nowe  gwiazdki podniebienia (Paryski nie-co-dziennik) – Tygodnik Angora

Egoista i jego nowe gwiazdki podniebienia (Paryski nie-co-dziennik) – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 14 lutego 2015

Czy to jeszcze magazyn, czy już dzieło sztuki? – pyta tygodnik Le Point. To Egoista (Egoiste), najbardziej osobliwe i ekskluzywne czasopismo o nieregularnej częstotliwości, przedmiot luksusu, snobizmu, maniakalnej perfekcji. Nie ulega presji czasu ani komercji, ukazuje się wtedy, gdy jest wystarczająco piękne. Paryska wytworność duchem z Saint-Germain-des-Prés, gdzie mieszka i dopieszcza swe medialne dziecko jego redaktorka naczelna Nicole Wisniak, córka polskich imigrantów. Właśnie wydała swój opus nr 17.


17 numerów w 37 lat. Nieźle. Pierwszy „Egoista” narodził się jesienią 1977 roku w nakładzie 4 tys. egzemplarzy, z czego 3 tys. trafiło do piwnicy; drugi wyszedł miesiąc później, trzeci po pół roku, na czwarty trzeba było czekać rok, a przy kolejnych czas jeszcze bardziej się wydłużał, nawet do pięciu lat. – Wiemy, kiedy zaczynamy, ale nie wiemy, kiedy kończymy – mawia fotograf pisma Paolo Roversi. Numer najnowszy – podwójny, dwutomowy – redaktor Wisniak przygotowywała 3 lata i 3 miesiące, liczy 256 stron, waży 2,3 kg, kosztuje 35 euro; nakład 25 tys. egz., do którego nigdy nie ma dodruku, co po jego wyczerpaniu jest gratką dla kolekcjonerów. Pismo wyznaje kanon piękna klasycznego, przyjaznego dla fotografii – głęboko matowa czerń i biel, których nie mogą profanować kolorowe fotki.

Okładkę pierwszego tomu wypełnia twarz Cate Blanchett, australijskiej laureatki dwóch Oscarów, drugiego – akt irańskiej aktorki Galshifteh Farahani, która zagrała w hollywoodzkiej produkcji z DiCaprio i Crownem. Ponieważ reżim irański zabronił jej powrotu do kraju, mieszka we Francji. Według autora zdjęcia nagość Farahani to akt odwagi, nie prowokacji – szykowny portret jej wnętrza, w jakim chroni swego Małego Księcia, co nie wie, skąd przybył i dokąd zmierza. Wewnątrz magazynu są i inne sylwetki – piłkarza Zlatana Ibrahimovicia czy przeniesionego w nasze czasy Prousta, skarżącego się na filmowców źle przenoszących na ekran jego dzieła. Ważne miejsce zajmuje reklama, oryginalna, projektowana specjalnie dla pisma, często w formie wielostronicowych historyjek, jak otwierająca numer saga wokół logo Hermesa, odnalezionego pośród naskalnych malowideł przez kobietę buszującą w prehistorycznej grocie.

– „Egoista” to laboratorium mojej wolności, którego najlepszym redaktorem naczelnym jest czas – przyznaje madame Wisniak z rodu polskiego. Płomienna ruda ekscentryczka dobrze oswoiła czas, którego tyranii nie tylko się nie poddaje, ale korzysta z jego szemranych dobrodziejstw. Pracuje nad pismem u siebie, w apartamencie VI dzielnicy Paryża. Z zaprzyjaźnionymi pisarzami, dziennikarzami, fotografikami przyrządza i doprawia swój intymny żurnal jak paraartystyczny posiłek o wyszukanych wizualno-werbalnych doznaniach. Egoiste ma równie wyrafinowanych smakoszy, co bywalcy haute cuisine poszukujący wrażeń na innym poziomie, w zakamarkach podniebienia, pełnym acz próżnych kubków smakowych.
W niebiosach pięknoduchów tak się tej zimy porobiło, że „Egoista” ukazał się równocześnie z największą wyrocznią sztuki kulinarnej, Guide’em Michelina, który o miesiąc wcześniej wydał swą czerwoną książeczkę, celebrując na biblijnym papierze akt przyznania słynnych gwiazdek, zwanych makaronikami, nobilitującymi wirtuozów wysokiej gastronomii. To przyśpieszenie to efekt manewrów pod kryptonimem „Smak Francji”, strategicznego projektu Roku Gastronomii Francuskiej, jakim ogłoszono rok 2015. W jego ramach zamówiono serwowanie wykwintnych potraw na pięciu kontynentach, co ogłosił szef dyplomacji francuskiej, prezentując u siebie, w Quai d’Orsay, prestiżowy przewodnik Guide Michelin 2015 tropiący trendy kulinarnej sztuki już od 1900 roku.

Każdy z 90 jurorów co roku przemierza średnio 30 tys. km po świecie, śpi w 160 hotelach i ocenia incognito 250 posiłków, by jednym przyznać, a innym odebrać makaroniki – gwiazdki. Ich decyzje wzbudzają skrajne emocje, ba, samobójstwa, żeby wspomnieć męczennika smaku, paryskiego kuchmistrza Bernarda de Loiseau. Mając już miejsce w muzeum figur woskowych, zabił się, gdy zajrzała mu w oczy, a raczej do rondla, czarna koścista trwoga, grożąc utratą trzeciej gwiazdki (maksymalna ocena). Są też buntownicy, jak kucharze Alain Senderens, Olivier Roellinger, Marc Veyrat, co zrzekli się makaroników w imię walki z dyktatem Michelina określanym syndromem wykrochmalonych obrusów. Pomimo spektakularnego gestu system czerwonej książeczki ciągle jest niezagrożoną wyrocznią dla nowatorskich poszukiwań najlepszych stołów Francji, najliczniej ogwiazdkowanych na świecie.

Tegoroczne gwiazdki omówił w ostatniej Angorze redakcyjny mistrz kuchni Marek Brzeziński, więc tylko odnotuję inny ranking – 100 najlepszych restauracji na świecie magazynu Le Chef biorący za kryterium wskazania Michelina. Wygrała paryska restauracja „Pierre Gagnaire” przy rue Balzac. Dwie inne z tej samej VIII dzielnicy miasta – „Epicure” i „Ledoyen” – zajęły 7. i 8. miejsce. W top 10. jest jeszcze pięć innych francuskich restauracji – dwie z Nowego Jorku, po jednej z Monako, Hiszpanii i Japonii. Za diner w nich trzeba by wyłożyć kilkaset euro. Na szczęście czeka w Paryżu 13 tys. innych knajpek, gdzie serwują befsztyk z frytkami, najpopularniejsze paryskie danie – również wśród tych egoistów, których ego jest bardziej przerośnięte niż gęsia wątróbka a` la française.






Najpopularniejsze

Zobacz także