X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Dużo wody upłynęło w Sekwanie, a diabeł wraca, dyskretnie rozprzestrzeniając kuszące posługi …

Artykuł wprowadzono: 25 lutego 2014


Nasz wieszcz, uchodźca i wizjoner Adaś M., który w Paryżu spędził połowę życia, uważał go za miasto diabła. Dużo wody upłynęło w Sekwanie, a diabeł wraca, dyskretnie rozprzestrzeniając kuszące posługi. Już nie przybywa z nadprzyrodzonego świata, lecz z głębi naszej psychiki. Podsuwa cyrograf i obiecuje: Tam jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Mimo kryzysu, niepewności i uciążliwej codzienności nowy rok będzie najlepszym rokiem w twoim życiu. Tylko podpisz i… na wielki bal cha, cha, chi, chi, hejza, hola!
Pakt z diabłem osiągnął wysoką cenę, ale jeszcze większą wiedza o tym, jak go przechytrzyć. Z Bogiem łatwiej się uporać – sugeruje pismo Cles w dossier na koniec roku – „Czym zastąpić Boga?”. Według cytowanego sondażu aż 67 proc. Francuzów straciło wiarę, a tylko 38 proc. z tych, co ją jeszcze mają, wierzy w Boga osobowego, reszta w enigmatyczną energię bliższą religiom wschodnim lub w inny fenomen rodem z New Age. Jak wypełnić tę pustkę, która mnoży samotność i bezsens życia? Komputery i telefony komórkowe zastąpiły krzyże i kaplice przodków. Nowych laickich kościołów nam trzeba, co poniosą nową wiarę w przyszłość – deklarują, analizują, perorują uczeni autorzy.
Człowiek bioniczny? Po paryskich ulicach taki jeszcze nie chodzi, ale… kto wie? Francja zrobiła pierwszy krok, który otwiera taką perspektywę, ofiarowując światu noworoczny prezent – całkowicie sztuczne serce made in France po raz pierwszy z sukcesem wszczepione człowiekowi. Wybrano 70-letniego pacjenta solidnej postury, by udźwignął w swych piersiach 900-gramowe prototypowe serce, trzykrotnie cięższe od naturalnego. Ekspertów kompletujących nowego maszynoczłowieka wyposażonego w sztuczne organy już poniosła bosko-diabelska wyobraźnia drążąca fundamentalny dylemat transplantacji innego organu – mózgu, nośnika naszej osobowości i pamięci. Czy przeszczepiać go do obcego ciała, czy odwrotnie – ciało do osamotnionego mózgu?
Tak czy inaczej łatwiej pozbyć się Boga niż diabła, który dźwiga cały ciężar zła obecnego w życiu, historii, kulturze. Doceniło to paryskie wydawnictwo Plon, wydając na nowy rok „Słownik zakochanych w diable”. To druga strona naszej natury, i trudno się z nią uporać, bo diabeł tak nam miłościwie schlebia, dręczy nas, kusi. Również z diabłem łatwiej zatańczyć, choćby na wulkanie, niż z trudno dostępnym Bogiem, przynajmniej tym, w którego nie mógł uwierzyć Nietzsche („Uwierzyłbym tylko w takiego boga, który potrafi tańczyć”). I choć nie wiadomo, kto tak naprawdę zmajstrował życie, to wiadomo, że życie zmajstrowało radość, a radość taniec, tę archaiczną potrzebę kołysania biodrami łączącą dionizyjski żywioł z apolińską harmonią.
Od trzech stuleci Paryż jest stolicą tańca, kolebką tradycji klasycznej, która wchłonęła rozmaite formy tańca z całego świata. To tutaj Diagilew ze swym baletem prowokował i wywoływał skandale, Isadora Duncan, prekursorka tańca nowoczesnego, wyzwolonego free dance otwierała swoją szkołę w podparyskim Meudon, a Joséphine Baker triumfowała na fali zachwytu jazzem. Żywotność paryskiego kosmopolityzmu przejawia się m.in. w mnogości oferowanych rodzajów tańca, od klasycznego w najczystszej postaci po rozmaite formy tańca współczesnego, jazzowego, rockowego, latynoskiego, afrykańskiego, ulicznego czy asfaltowego z młodszymi siostrami hip-hopu – breakdance’em, smurfem i hypem. Liczba kursów, staży, warsztatów tanecznych jest nie do opanowania.
Tancerka Crazy Horse, Donia Garcia de La Vega, porównywała taneczne szaleństwo, zwłaszcza to noworoczne, z upojeniem alkoholowym. Do tańca dobrze pasuje szampan, ale do różnych tańców można dobrać i inne alkohole. Taniec stonowany, jak tango – to rum albo słodki bejlis; taniec melancholijny – koniak; taniec mocny, co dotyka bolesnych emocji i ciemnych stron życia – whisky; flamenco – czerwone wino. Taniec jest wszędzie, każdy ruch może być tańcem, manifestacją życia i radości, dlatego jest też celebracją nowego roku, w którym drzemie nadzieja na coś nowego, dobrego, szczęśliwego. Więc – taniec, hulanka, swawola. Może uda się przechytrzyć diabła, jak bohaterom owej Mickiewiczowskiej ballady „Pani Twardowska”.
Wieszcz mieszkał przy ulicy Seine 6, niedaleko adresu Benjamina Franklina (56 rue Jacob), dlatego na koniec przytoczę nieco diabelskie słowa Amerykanina, nadesłane mi z noworocznymi życzeniami przez czytelnika p. Marka Gurgula, który, mimo że przedni tancerz, to nad pląs przedkłada przedni trunek. Oto one:
Wino dostarcza człowiekowi mądrości, piwo wolności, a woda bakterii. W wyniku niezliczonej ilości badań uczeni udowodnili, iż: wypijając 1 litr wody dziennie – wchłaniamy rocznie 1 kg Escherichia coli – bakterii znajdowanej w fekaliach. Innymi słowy, pijąc wodę, spożywamy rocznie kilogram gówna. Natomiast pijąc piwo i wino (tequilę, rum, whisky, wódkę lub inny napój wyskokowy), nie ponosimy tego ryzyka, ponieważ alkohol podlega procesowi uzdatniania i oczyszczania poprzez gotowanie, warzenie, filtrowanie, destylację lub/oraz fermentację. Pamiętaj: Woda = gówno. Wino, wódka, piwo = Zdrowie. Dlatego znacznie lepiej jest pić wódkę i pleść głupstwa, niż pić wodę i być zasrańcem.
Do siego monstrualnie lepszego roku. Cha, cha, chi, chi, hejza, hola!

Leszek Turkiewicz






Najpopularniejsze

Zobacz także