X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Co z Jezusem? Czyli św. Pawła pochwała szaleństwa i głupoty

Co z Jezusem? Czyli św. Pawła pochwała szaleństwa i głupoty

Artykuł wprowadzono: 18 grudnia 2021

Paryski nie-co-dziennik

Jako niespełna rozumu to mówię… – pisał św. Paweł z Tarsu w 2. Liście do Koryntian (11.23), inicjując tradycję „szaleństwa gwoli Chrystusa” oraz kontynuując starotestamentową – „Boskiej głupoty”. Bóg bowiem miał wybrać głupotę, „aby zawstydzić mądrych”, a „aby ludzi mędrszymi uczynić”, sam zniżył się do ludzkiej głupoty; bo światło Boskie można poznać tylko w ciemnościach.

Więc: Gdy nadeszła pełnia czasu… – pisał Paweł z kolei w Liście do Galatów; a było to między 7. a 4. rokiem naszej ery, młoda Żydówka urodziła chłopca o imieniu Jeszua, po hebrajsku „Bóg zbawienie”. Według przyjętej trzysta lat później tradycji stało się to nocą z 24 na 25 grudnia w Betlejem. Uczeni bibliści, historycy i kaznodzieje napisali o nim całe biblioteki, ale nikt nie zgłębił tajemnicy jego życia. O historycznym Jezusie nie wiemy prawie nic, choć zmienił On oblicze świata, stając się ośrodkiem „religii miłości”.

Wydawać by się mogło, że Jezusem wyrosłym z judaizmu najbardziej winni być zainteresowani Żydzi, lecz inną przyjęli postawę – przemilczenia albo poniżenia zbuntowanego współwyznawcy. Wzmianki o nim, pod imieniem Ben Stad, są w Talmudzie. W myśl Prawa Mojżeszowego był heretykiem, bluźniercą, fałszywym prorokiem, bo żaden człowiek nie może się uważać za boga. Dopiero z czasem stał się dla części narodu żydowskiego „nauczycielem wzniosłej moralności”. W islamskim Koranie jest kilkadziesiąt razy wymieniany jako Isa, owoc cudownego poczęcia, zrodzony z dziewicy. Jego ojcem nie był człowiek, a tchnienie ducha przekazane przez archanioła Gabriela Marjam (Marii), jedynej kobiecie wymienionej w Koranie z imienia. Zaraz po urodzeniu potrafił mówić. Jako dziecko lepił z gliny i ożywiał ptaki, uzdrawiał trędowatych. Lecz bogiem nie był. Był prorokiem, pod względem znaczenia ustępującym jedynie Mahometowi. Na ziemię ma powrócić przed końcem świata jako muzułmański Mesjasz, by każdemu dać możliwość nawrócenia na islam.

Z kolei dla hinduistów nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że Bóg zstąpił na ziemię pod postacią Jezusa, który dla nich mógł być równie dobrze bogiem, synem bożym, człowiekiem czy duchem. W ich tradycji zdarza się tak wielokrotnie, dlatego bez trudu znajdują dla niego miejsce w swym politeistycznym panteonie. Niektórzy twierdzą nawet, że greckie słowo „Christos” to zniekształcona forma imienia Kriszny (Iezus Christna), boskiego syna zrodzonego też z dziewicy. Natomiast z buddyjskiego punktu widzenia Jezus bywa istotą doskonałą, analogią bodhisattwy, który po osiągnięciu stanu oświecenia (buddy) mógł przejść do nirwany, lecz współczując cierpiącym ludziom, został z nimi, by im pomagać. Fascynacja Wschodem zrodziła mit Jezusa wędrującego po Indiach i Tybecie między 12. a 30. rokiem jego życia, kiedy jest On nieobecny w kanonicznych ewangeliach. – Był najwspanialszym nauczycielem, jakiego miała ludzkość. Lubię Chrystusa, ale nie chrześcijan; oni nie są do niego podobni – twierdził Gandhi.

„Jezus szalony, Jezus niespełna rozumu” – za takiego uważali Go nie tylko faryzeusze, ale też Jego krewni (Mk 3.21-22). A skoro kierują nami siły nie do końca rozpoznane, to wszyscy jesteśmy dotknięci szaleństwem, także ci „normalni”, tyle że oni innym rodzajem szaleństwa. Jung pisał o szaleństwie jako o śnie, który staje się rzeczywistością. Życie – wtórował mu jego paryski kompan Eliade – to konfrontacja z tą rzeczywistością, z pustką, z nicością, z tym, co demoniczne, nieludzkie. Los to szaleństwo, religia – zbiorowe szaleństwo, normalność – iluzja rzeczywistości. Więc siedzę w tym małym kościółku św. Juliana Biednego (Saint-Julien-le Pauvre) i „szalejąc”, łudzę się rzeczywistością tej najstarszej świątyni paryskiej, dwieście metrów od katedry Notre Dame. Przeglądam bestseller „Bóg, nauka, dowody” Michela Bolloré i Oliviera Bonnassies o Genesis jako o big bangu „made in God”. Książkę, miesiąc temu wydaną, już sprzedano w 70 tys. egzemplarzy. Bynajmniej nie zaszkodził jej długi cień, który padł na „najstarszą córę Kościoła”: raport Sauvé o nadużyciach seksualnych francuskiego kleru, rezygnacja arcybiskupa Paryża Michela Aupetita po doniesieniach medialnych o jego intymnych relacjach z kobietą albo spór o wystrój wnętrza katedry Notre Dame, odbudowywanej po pożarze w kwietniu 2019 roku.

Przed nami noc betlejemska – dla jednych noc nadziei, dla innych zwątpienia. O 17.30 koncert wigilijny przy świecach z udziałem sopranistki i tenora, a o 19. celebracja mszy Narodzenia Bożego z twarzą dziecka, z którego wyroś­nie wielki buntownik miłości. Cóż: dzieci i szaleńcy mówią prawdę. Tajemnica życia, która oznacza uczestnictwo w szaleństwie Boga zagubionych dusz, Boga samemu zagubionego pośród innych bóstw. Jésus ridicule (Jezus ośmieszony). Zaglądam do tego eseju Leszka Kołakowskiego napisanego po francusku. Filozof pyta: Czy nasza kultura przeżyje, jeśli zapomni Jezusa? W jakiej cywilizacji żylibyśmy bez Niego? Czy był Bogiem? Nie mam pojęcia – odpowiada sobie. – Ale jeśli jakiś Boży człowiek żył kiedykolwiek na tej ziemi, to był nim On.

Przed kościółkiem Juliana Biednego świąteczny kiermasz. Gorąca zupa, gorąca czekolada, gorące wino, sery, kiełbasy, szynki… Tak pojawiają się na ziemi wolni ludzie. Raz jako mądrzy uczeni, raz jako głupcy. Einstein twierdził, że są dwa sposoby przeżywania naszego życia. Jeden polega na postrzeganiu cudu we wszystkim, drugi w niczym. Oba są szalone, a poniekąd i głupie. Homo sapiens, homo demens. Dobrych Świąt!

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także