X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Chrystus na opak

Chrystus na opak

Artykuł wprowadzono: 13 lipca 2021

Paryski nie-co-dziennik

Życie to wielka bujda, trochę światła gasnącego w mroku. Fanfaronada. Spróbowałem. Nie warto. Ale trzeba opowiedzieć o tym, co w człowieku najpodlejsze, a potem odwalić zgrabnie kitę i zsunąć się do dołu. Na mój pogrzeb niech nikt nie przychodzi. Wszyscy będą z tego zadowoleni, a ja najbardziej – pisał Louis-Ferdinand Céline, wielki pisarz, autor osławionej Podróży do kresu nocy, łajdak, kolaborant, antysemita. Zmarł sześćdziesiąt lat temu, 1 lipca 1961 roku. Trzy dni później, w dniu pogrzebu, na cmentarzu w podparys­kim Meudon pojawił się tylko jeden dziennikarz – Żyd, który odprowadził tę wielką figurę ciemnej strony Francji, bluźniercę absurdu kondycji ludzkiej do kresu jego nocy.

Francuzi lubią świętować rocznice, lecz tych obchodów nie będzie. Dekadę temu próbowano celebrować 50. rocznicę śmierci Céline’a, wszystko było domknięte, ale minister kultury odwołał obchody. Filozof Alain Finkielkraut zakpił wtedy, że uwiarygodnia to ideę o żydowskim lobby we Francji, mającym wpływ i na deszcz, i na słońce. Słucham więc jedynie zawodzenia wielkiego admiratora francuskiego pisarza Jima Morrisona, jak śpiewa End of the Night (Kres nocy). Take a highway to the End of the Night/Same are born to the sweet delight/Some are born to the endless night (Wyrusz autostradą do kresu nocy. Jedni rodzą się dla słodkich zachwytów, jedni dla nieskończonej nocy).

Nie tylko Morrison zachwycał się Céline’em. Dla Charlesa Bukowskiego Podróż do kresu nocy była najlepszą powieś­cią od dwóch tysięcy lat. Pod jej wpływem byli amerykańscy pisarze generacji bitników: Jack Kerouac, Allen Ginsberg, William Burroughs; i inni – Vonnegut, Miller, Roth, także rodacy Francuza – Gide, Genet czy piszący po francusku Beckett nie ukrywali fascynacji, a Sartre inspirował się nią, pisząc Mdłości. Byli i tacy, którzy w Célinie widzieli Chrystusa na opak, kochającego przez nienawiść, podejmującego misję odkupienia człowieczej bestii. Będąc lekarzem, leczył on biedotę, często za darmo i bezinteresownie. Jego twórczy geniusz miał polegać na bezsilności prowokacji, absolutnej bezsilności wobec naprawiania świata, na ofiarowaniu swej krucjaty upadkowi, świadomości dramatu polegającego na tym, że człowiek stworzony jest na podobieństwo człowieczej kanalii i nikt ani nic tego nie zmieni.

„Żeby coś zjeść, bogaci nie muszą wcale sami zabijać. Dają po prostu pracę innym, tak to nazywają. Oni sami nie robią właściwie nic złego, ludzie bogaci. Oni po prostu płacą. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby im się przypodobać i wszyscy są zadowoleni aż miło. Ich kobiety są piękne, podczas gdy kobiety biedaków są zazwyczaj wstrętne. Jest to rezultat procesu, który trwa już od wieków. Panienki milutkie, dobrze odżywione, domyte jak trzeba. Od chwili, gdy pojawiło się życie, tylko tyle osiągnęliśmy (…) zredukowani do samych siebie, to znaczy, zredukowani do nicości. Niepotrzebne fale niepotrzebnych istot ciągną z głębi wieków, żeby wciąż umierać. Wybierać pomiędzy śmiercią a kłamstwem. Prawda jest jak niekończąca się agonia. Prawda tego świata to śmierć”.

Podróż do kresu nocy była ekscesem, skandalem, głoś­nym debiutem opartym na autobiograficznych wątkach pisarza zbliżającego się do czterdziestki. Utwór nowatorski, uwalniający chaos mowy potocznej z więzów typowej składni francuskiej, utwór prowokacyjny, pełen żargonu, wulgaryzmów, obscen, w którym „obelga to kwiat języka”. Sarkastyczny bunt przeciw rzeczywistości. Autor dedykował Podróż swej wielkiej miłości, tancerce Elizabeth Graig, z którą mieszkał na Montmartrze.

Céline porównywany do Markiza de Sade przytłacza immoralizmem, ludzkim zezwierzęceniem. Jego twórczość obnaża człowieczeństwo jako jedno „wielkie kłamstwo kultury”. Trafnie też diagnozował reżim sowiecki, w którym dopatrzył się cech zezwierzęcenia, jakie opisał w swych książkach. Ciemną stroną pisarza były rasistowskie, antysemickie poglądy (również niechęć do Chińczyków; „żółta zaraza”), pochwała faszyzmu oraz kolaboracja z okupantem niemieckim. W 1944 roku opuścił on Paryż i zatrzymał się w Niemczech. Gdy po wojnie próbował przedostać się do Kopenhagi, został aresztowany i osadzony w duńskim więzieniu. Sartre, jego wcześniejszy literacki stronnik, domagał się dla niego kary śmierci.

Francuski kawalerzysta Apokalipsy wrócił do kraju dopiero po amnestii w 1951 roku. Wrócił z żoną Lucie (też tancerką), z Bébertem, najsłynniejszym kotem francuskiej literatury, dwoma psami oraz manuskryptami, złością i potrzebą literackiej zemsty. Ostatnie lata spędził w podparyskim Meudon na gorączkowej pracy nad ostatnią książką Rigodon. Miał 67 lat, kiedy postawił finalną kropkę tej wielkiej bujdzie, życiu. Czytelników poprosił, aby się modlili za niego do diabła, bo, jak twierdził, on może dużo więcej od Boga. Po śmierci Céline’a Gallimard wznowił jego Podróż razem ze Śmiercią na kredyt (obie nazywane „maratonem łajna”) w prestiżowej serii „Plejada”, a literaturę zaczęto dzielić na tę przed- i pocélinowską. Fanfaronada? End of the night, end of the night.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także