X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Camus, szczury i mały markiz z Saint Germain des Prés – Paryski nie-co-dziennik

Camus, szczury i mały markiz z Saint Germain des Prés – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 19 stycznia 2020

Szczury lubią Paryż. Od dawna. Nie oszczędzają ani luksusowych hoteli, ani budynków rządowych, ani mieszkań. Ekipy deratyzacyjne przyjmują setki skarg: że ciężki krok szczura obudził kogoś w sypialni, że gryzoń zaskoczył kogoś pod prysznicem, że przebiegł salon podczas oglądania telewizji. Sześć milionów tych zwierząt wędruje między kanałami a powierzchnią miasta, rozprzestrzeniając się po parkach, placach, posesjach lokatorów. Wychodzą na ulice, zdarza się, że leżą martwe. 

Nadejdzie dzień, pisał Camus, gdy na nieszczęście ludzi dżuma obudzi swoje szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście. Czy ta literacka metafora to zapowiedź nowej „dżumy”, nie w Oranie, a nad Sekwaną? Oto kwadratura koła, jaka toczy się ku nieznanej przyszłości w 60. rocznicę śmierci autora „Mitu Syzyfa” i „Upadku”.

Urodzony we francuskiej Algierii Albert Camus, jeden z najmłodszych noblistów, zginął w wypadku samochodowym w drodze do Paryża. Miał 46 lat. Pojawiła się nawet teoria spiskowa, że został zamordowany przez KGB, narażając się Moskwie antykomunistyczną postawą zbuntowanego komunisty, sprzeciwiając się zbrodniom w imię tworzenia raju na ziemi, w imię rzekomego „racjona­lizmu historii”. Bunt zarażający „etycznym myśleniem” to fundamentalna wartość w Camusa świecie absurdu. To etyczna droga do wolności: bo „być wolnym, to móc nie kłamać”, bo „wolność to nic więcej niż szansa bycia lepszym”.

Świat jest absurdem. Tak. Ale nie świat sam w sobie i nie człowiek sam w sobie jest absurdalny. Analizowany przez Camusa absurd rodzi się w konfrontacji człowieka z rzeczywistością, w jego doświadczaniu „wołania i milczenia świata”, w świadomości „nieuniknionego upadku” ludzkiego istnienia, krótkiego i przypadkowego, które z nicości powstało i w nicość się zapadnie. Paradoksalnie to to poczucie absurdu jest szansą, ponieważ wyzwala w człowieku ów bunt, dzięki któremu może być czymś więcej, niż jest, może wychodzić poza samego siebie, w przestrzeń wolności. Tylko bunt jest w jego własnych rękach, ale nie jako ślepa kontestacja, a afirmacja wartości, w których imię się buntuje.

W okrągłą rocznicę śmierci autora „Dżumy” jego dzieła powróciły do witryn paryskich księgarń zebrane przez wydawnictwo Gallimarda w kolekcji Quarto. Zainteresowała mnie „Kores­pondencja Camusa z Marią Casarès”, aktorką, bliską mu kochanką. Ten trochę hipster, trochę ekscentryk, zmagający się z przewlekłą gruźlicą, ujawniał wielką namiętność do kobiet, w których ramionach szukał bezpiecznego portu przed wzbierającą falą nowych miłości. Bo – jak pisał – nie ma miłości, której nie przerasta większa miłość.

Obok „Korespondencji” leży książka o innej miłości, patokryminalnej, w której się rozczytują paryżanie. „Le consentement” („Zgoda”) Vanessy Springory opisującej swój związek z pisarzem pedofilem Gabrielem Matzneffem w latach 80., kiedy miała 14, a on 50 lat. Publikacja wywołała skandal, demaskując nie tyle bierność, co sympatię środowiska do pedofilskiej aktywności „małego markiza z Saint Germain des Prés”, jak nazywał Matzneffa jeden z wydawców. Pisarz nie ukrywał swoich intymnych praktyk. Przeciwnie, przez 40 lat relacjonował seksualne upodobania do nieletnich w książkach, artykułach, na portalu, w debatach publicznych. „Jeśli byłem kochankiem tych dziewczynek, to i byłem ich opiekunem, tatą, mamą, pomagałem w lekcjach, zabierałem do lekarza” – tłumaczył cynicznie. Polował na dzieci przy bramach szkół, na basenach, jak i praktykując turystykę seksualną na Filipinach. Swoim wykwintnym stylem dandysa uwiódł paryski salon – literacki, medialny, polityczny: od Ciorana do Beigbedera, od Mitterranda po Le Pena.

82-letni dziś Matzneff – potomek rosyjskich imigrantów uciekających przed bolszewicką rewolucją – uchodził za „romantycznego libertyna”, uroczego, dobrze wychowanego, dystyngowanego. Laureat Nagrody Renaudot, nagradzany przez Akademię Francuską oraz Orderem Sztuki i Literatury przez państwo wspierające go finansowo specjalnym zasiłkiem i mieszkaniem w Dzielnicy Łacińskiej. Jego literacka aura gwarantowała mu bezkarność. W tej zuchwałości swej nawet nie zauważył, że epoka się zmieniła – i prokuratura w końcu wszczęła śledztwo, a wydawnictwo Gallimarda wycofało wszystkie jego książki, czyniąc tak pierwszy raz w swej ponad 100-letniej historii.

Bakcyl dżumy nigdy nie umiera – pisał Camus, który gardził rozpustą. „W rozpuście posiada się tylko siebie. Rozpusta jest dżunglą bez przyszłości i bez przeszłości, nade wszystko zaś bez obietnicy i natychmiastowej sankcji”. W przypadku Matzneffa sankcji nie było i pewnie z powodu przedawnienia nie będzie. Walka z wychodzącymi z ukrycia szczurami nie jest łatwa. Każde pokolenie jest bardziej odporne, a jedna para może mieć tysiące potomków – twierdzą obserwatorzy ich zwyczajów, przygotowując kolejny poradnik: Co robić, gdy spotkasz szczura? Dżuma Camusa zawsze zaskakuje. Nikt nie jest od niej wolny. A jedyne, co w tej grze dżumy i życia można wygrać, to wiedza i pamięć. No i życie Syzyfa – ale warto, choć jego los jest znany.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także