X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Bretoński garnek – Tygodnik Angora

Bretoński garnek – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 5 marca 2016

„Kig ha farz gwiniz du” to nie jest słowo z egzotycznego zakątka świata, lecz nazwa jednej z tradycyjnych potraw… bretońskich. Ta kraina zazwyczaj kojarzy nam się z owocami morza, krabami, ostrygami, homarami i langustami. Ale zanim dotrzemy na wybrzeże, musimy się przedrzeć przez pagórki i lasy bretońskie.


Wspaniałe pejzaże, starożytne kamienne budowle, ale i kuchnia jakże inna od tej na bretońskim wybrzeżu. Tutaj, w głębi lądu, w przydrożnej oberży też dostaniemy naleśnika bretońskiego z ciemnej mąki gryczanej. Na słodko z konfiturą albo na słono, z łososiem lub z szynką, z żółtkiem i z tartym żółtym serem. Poza tym w tej krainie legend celtyckich możemy liczyć na wyśmienicie przyrządzoną dziczyznę. Dzik, sarnina, jeleń, ptactwo wodne – to wszystko żyje w lesie Brocelainde w dużej obfitości. W tej części Bretanii podaje się także pradawny napój celtycki, sfermentowany miód w soku jabłkowym, jedyne w swoim rodzaju piwo, i oczywiście cydr. Bretończycy pieką pyszne ciasteczka, tak zwane galettes, równie dobre ciasta ze śliwkami i z truskawkami. Pyszne ślimaki z lasu Paimpont, no i bretońska gruboziarnista sól oraz kasztanowy miód dopełniają spisu tutejszych bogactw kulinarnych. Nie mówiąc już o leśnych grzybach, popularnych w Polsce, ale we Francji tylko w niektórych rejonach kraju – w Landach, na południe od Bordeaux, w Alzacji, czy właśnie w „leśnej Bretanii”.

Podobne dania można spotkać w Langwedocji, koło Tuluzy, albo w Alzacji. Ale Bretończycy też mają swój „garnek”. Jego przygotowanie i gotowanie zabierają sporo czasu. To nie jest posiłek na chybcika. Możemy się do tego zabrać, gdy mamy czas. Cztery godziny to wyśrubowany wynik.

Lekko soloną golonkę i plastry boczku wkładamy na trzy godziny do zimnej wody, żeby straciły nieznośny smak zbyt dużej ilości soli. W główkę cebuli, czerwonej albo różowej, wbijamy dwa goździki. Razem z bukietem garni, czyli zawiniętym w dwa liście selera listkiem laurowym, tymiankiem i świeżą pietruszką, obwiązanych nicią kucharską, cebulą i kawałkiem wołowej łopatki, wkładamy do ogromnego gara z zimną wodą. Doprowadzamy do wrzenia. Pieprz. Gruba sól morska. Po półgodzinie gotowania dodajemy wymoczoną w wodzie golonkę i boczek oraz seler, główkę kapusty, małe marchewki, kilka główek nieobranego czosnku. Zagotować, a potem dusić pół godziny na wolnym ogniu. Farz – to ubite cztery jajka, śmietana i gruboziarnista sól. Wlewamy to do „wulkanu” usypanego z ciemnej mąki gryczanej. Powoli dolewamy mleka, roztopionego masła, całość mieszając, i dorzucamy rodzynki. Ciasto musi „odpocząć” przez godzinę. Teraz wsadzamy je do torby foliowej – nie do pełna, bo urośnie! Na garnku, w którym duszą się nasze mięsa (możemy do nich dodać wędzoną kiełbasę), układamy w poprzek drewnianą łyżkę. Przywiązujemy do niej torbę z ciastem, zanurzając ją w bulgocącym bulionie. Skoro Bretania, to wytrawny cydr, ale białe wytrawne wino znad Loary też pięknie do tego pasuje.






Najpopularniejsze

Zobacz także