X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Apero chic

Apero chic

Artykuł wprowadzono: 19 lutego 2022

Francuzi kochają skróty. Nie mówi się „intelektualiści”, tylko „intelo”. To dotyczy wszystkich sfer życia i na początku trudno jest cudzoziemcowi zrozumieć, o co autochtonowi chodzi. Te skróty związane są też ze sferą kulinarną. Apero oznacza przekąskę. To nie jest chapsik na łyżeczce czy w małej szklanicy. Okazuje się, że w niemal każdym regionie Francji można spotkać różne, niekiedy zaskakujące propozycje takich przystawek.

Apero jest łatwe, lekkie i przyjemne, tak jak musi być pierwszy kontakt z gośćmi, którzy do nas przyjdą. Ale i tu zachodzi zmiana. A zatem nie szampan ani inne wino musujące, na przykład z przepięknego Limoux bądź z Alzacji. Ale może być koniak z kostką lodu. Taki jest teraz szpan. Do tego listek mięty. I mamy drinka na aperitif. Jasne, koktajle bezalkoholowe są mile widziane. Ale ważne jest to coś „na ząbek”.

Regiony

W Alzacji podadzą nam miejscowe piwo z bretzlami posypanymi ziarnkami sezamu i grubą solą morską. Nie mogą nas zaskoczyć kawałki placka w rodzaju pizzy z przysmażonym boczkiem i białą cebulą, czyli hammekueche. W Bretanii dostaniemy na dzień dobry szczypce kraba warzone w rosole z białym winem i obsypane pieprzem cayenne. Jasne, że wręczą nam do tego cążki, rodzaj dziadka do orzechów, aby się uporać z pancerzem kraba. Kolejnym zaskoczeniem będzie u stóp klasztoru Mont St. Michel, do którego prawa rości sobie także Normandia, kouign amann. To może być niespodzianka. Bo jak to? Apero i ciasto? Tak rzeczywiście jest. To są maleńkie placuszki z ciasta francuskiego wyrabianego z solą morską. W Burgundii nie zdziwmy się, jak przyniosą nam na stół gruszki marynowane w winie z dużą ilością skórki cytrynowej. W Szampanii-Ardenach nie silą się na oryginalność – wystarczy piernik, a do tego nieco sera. W Sete, czyli na południu, w Langwedocji, możemy zajadać się opiekanymi w cieście kalmarami lub muszelkami tellines, najpierw co najmniej przez godzinę moczonymi w wodzie z dodatkiem dużej ilości soli morskiej z pobliskiego francuskiego „Dzikiego Zachodu”, z Camargue, gdzie wśród traw i bagien kłusują popędzane okrzykami tamtejszych rodzimych kowbojów stada na wpół dzikich byków; część z nich trafi na areny w Nîmes, część do garnka.

Żeberka inaczej

W knajpce wietnamsko-kambodżańskiej przy Marx Dormoy w XVIII dzielnicy Paryża podadzą tak pysznie zrobione żeberka, na słodko-ostro, że palce lizać. Chrupiące i świetne. Ale także we francuskiej kuchni możemy trafić na to danie i będziemy się zajadać – nawet w myślach, na samo jego wspomnienie. I to podane jako przystawka! Żeberka rozcinamy ostrym nożem wzdłuż kości – te zostawiamy. Wrzucamy na patelnię, aby je obrumienić. Marynata. Miód akacjowy. Musztarda z espelette. Imbir pokrojony we wstążeczki. Posiekany czosnek. Słona soja i olej sezamowy. Sos ostrygowy (wtedy już soli nie dorzucamy, bo on sam w sobie jest dosyć słonawy). Podgrzewamy. Mieszamy. Nieco kurkumy, tymianku i suszonej bazylii. Żeberka podlane marynatą wsadzamy do piekarnika. 160 stopni Celsjusza. Półtorej godziny. Co jakiś czas otwieramy i oblewamy sosem. A na ostatnie dziesięć minut dokładamy dwa listki laurowe. Jak świeże, zielone, no to wystarczy. Jeśli suszone, to trzy. W ostatniej chwili dorzucamy pocięte na połowę małe cebulki. I kukurydza, również prażona w piekarniku. Obsypana espelette. To będzie świetny wstęp do głównego posiłku. A wcześniej warto podać białe wytrawne wino z Langwedocji – Picpoul de Pinet, uprawiane tam od II wieku. Ponoć robili to już Rzymianie. 

Marek Brzeziński




Najpopularniejsze

Zobacz także