X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Anielice

Anielice

Artykuł wprowadzono: 13 marca 2021

Paryski nie-co-dziennik

Bywa, że paryskie anioły w sposób jawnie heretycki odrzucają biblijną bezpłciowość i jako anielice desakralizują swe oblicze, celebrując życie, radość, sukces. Są wśród nich paryżanki z wyboru, nie tylko te z urodzenia. Do nich aspiruje Iga Świątek, która już raz zachwyciła Paryż, igrając z grawitacją na czerwonej mączce kortów Rolanda Garrosa. Jak wiosną powtórzy perfekcyjne smeczowanie, to z pewnością znajdzie się w ich chórze. Czekając na uskrzydloną Igę, włóczę się w okolicy „Garrosa”, odnotowując adresy tych anielic, które tu pomieszkiwały.

78 avenue Mozart. To paryski adres „Jacky”, czyli Jacqueline Kennedy, przyszłej żony JFK, młodej Amerykanki, która w 1949 roku wylądowała na ziemi swoich przodków (jeden z nich był napoleońskim wiarusem), by na Sorbonie studiować sztukę i literaturę francuską. Zamieszkała u hrabiny, niejakiej Roberty de Renty. Po zastrzeleniu prezydenta Kennedy’ego wyszła za Onassisa, wtedy najbogatszego mężczyznę, który zwykł mawiać, że: „Gdyby nie było kobiet, to wszystkie pieniądze na świecie nie miałyby znaczenia”. „Jacky” zapewniała później, że czas spędzony w Paryżu był najszczęśliwszy i najbardziej beztroski w jej życiu.

36 avenue Georges-Mandel. Tu mieszkała Maria Callas po przeprowadzce z avenue Foch. Największa diwa operowa XX wieku, „biblia opery” jak ją nazywał Bernstein. Zrewolucjonizowała sztukę liryczną nie tyko swoim boskim głosem, ale i grą sceniczną, dotychczas zazwyczaj rugowaną na drugi plan. Gdy w 1958 roku po raz pierwszy zaśpiewała w Operze Parys­kiej, wydarzenie to na żywo transmitował jedyny wówczas kanał telewizji. Na widowni byli Chaplin, Cocteau, Bardot… i wspomniany Onassis, kochanek życia primadonny assoluta. Ona, on i „Jacky” tworzyli najsłynniejszy na świecie trójkąt małżeński.

14 rue de Rémusat. Pewnego dnia piosenkarka o jakże miłym dla polskiego ucha pseudonimie Barbara przywiozła pod ten adres czarne pianino, swoje piosenki i walizki. I została. Została w wypielęgnowanym przez siebie F-3, melancholijnie śpiewając o utraconej miłości: Powiedz, kiedy wrócisz, miły? A „miły” – jej tekściarz – zniknął na dobre z życia dziewczyny. Zaczęła więc sama pisać swoje piosenki i została gwiazdą pierwszej wielkości. Jedną – „Czarny orzeł” – z dnia na dzień sprzedała w milionie egzemplarzy; inna – „Getynga” – miała się bardziej przyczynić do pojednania francusko-niemieckiego niż jakiekolwiek działanie polityczne.

W tym samym domu przy 14 rue de Rémusat mieszkała aktorka Arletty, gwiazda przedwojennego kina ukarana trzyletnim zakazem występów za kolaborację z okupantem. „Owszem, moje serce jest francuskie, ale moja dupa jest międzynarodowa” – tak broniła się przed oskarżeniem. Romansując z oficerem Luftwaffe, przyczyniła się do uwolnienia z obozu koncentracyjnego mających żydowskie pochodzenie pisarza Tristana Bernarda z żoną. „Jej oczy były jak żywe jezioro – pisał noblista Mauriac – w którym utonął wzrok aktorki”. Oślepła. Legii Honorowej nie przyjęła.

69 boulevard Suchet. To tutaj „królowa biseksualności” Colette napisała pierwsze utwory, które konsekrowały ją na pisarkę pierwszego planu. Na mistrzynię autokreacji – autorkę pokupnych powieści napisanych przez Colette o Colette.

125 rue de Longchamp. Ostatnie miejsce zamieszkania Jean Seberg, amerykańskiej aktorki, ikony francuskiej Nowej Fali. Dziewczyny o krótkich włosach blond, która w filmie Godarda „Do utraty tchu” sprzedawała New York Herald Tribune na Champs-Élysées. Miała burzliwe życie napędzane głodem wolności. Używała sławy dla wspomagania Partii Czarnych Panter walczącej w Stanach o prawa czarnej mniej­szości. Była obiektem tajnych operacji FBI. Zginęła tragicznie. Latem 1979 roku zniknęła ze swego apartamentu. Ciało odnaleziono po kilku dniach owinięte w koc na tylnym siedzeniu jej auta. Uznano, że prawdopodobnie popełniła samobójstwo, zażywając barbiturany z dużą ilością alkoholu. Prawdopodobnie, bo w jej organizmie była tak duża zawartość alkoholu – którego śladu nie znaleziono w samochodzie – że sama, bez czyjejś pomocy, nie mogłaby do niego wejść.

4 rue Paul-Valéry. To „wojenny” adres Édith Piaf (wtedy: 4 rue de la Villejust). Podczas okupacji kontynuowała tu swoją spektakularną karierę. Pod tym adresem mieścił się również dom publiczny dla nazistowskich żołnierzy, który konkurował o klientów z One-Two-Two, Chabanais czy z Sphinksem. Pieśniarka zajmowała całe trzecie piętro, gdzie przyjmowała przyjaciół szampanem i kawiorem. Nie miała skrupułów: „Spędziłam młodość w burdelu, to mogę ją tu kontynuować”. Non, je ne regrette rien…

71 avenue Paul-Doumer. Na 6. i 7. piętrze Brigitte Bardot przez 15 lat zajmowała dupleks. Jej pierwszy apartament. Tu przeżyła trzy małżeństwa i trzy rozwody, tu urodziła syna Nicolasa. Nie lubiła macierzyństwa: „Wolałabym urodzić pieska”. Przywołując swój filmowy hit – I Bóg stworzył kobietę – chętnie powtarzała: „Nie wiem, czy Bóg stworzył kobietę, ale jeśli tak, to wiedział po co”.

Z pewnością wiedział w przypadku Igi Świątek. Niech więc wiosną zagra na Garrosie jak Maria Callas w Palais Garnier i nich się cieszy Paryżem jak jej ówczesna rówieśniczka 20-letnia Jacqueline Kennedy.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także