X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Pochwała kobiet

Pochwała kobiet

Artykuł wprowadzono: 1 marca 2014

Kobieta nigdy nie wie, czego chce, ale nie spocznie dopóty, dopóki celu nie osiągnie – takie słowa Jean-Paul Sartre’a zawisły w witrynie jednej z paryskich księgarń udekorowanej książkami kobiet i o kobietach: Coco Chanel, George Sand, Róża Luksemburg, Susan Sontag, Frida Kahlo, Billie Holiday, Zelda Fitzgerald, Amelie Nothomb, Nathalie Kosciusko-Morizet, Anne Hidalgo… Okazją jest 8 marca, wydawałoby się dawno przebrzmiały Dzień Kobiet, ale nie dla książnicy przy rue Parmentier.
We Francji dzień kobiet zbiega się z dniem pięknoducha – poety. Przypadek, bo Francuzki mocno chodzą po ziemi, zwłaszcza te stąpające po paryskim bruku są niezależne, samodzielne i pewne swego, nierzadko wzbudzając lęk u mężczyzn. Na wszystkich polach aktywności przystosowują się do tradycyjnych ról męskich. Robią to ostrożnie i bez ostentacji. Już są lepiej wykształcone od mężczyzn i to na każdym poziomie kształcenia (68 proc. dziewcząt wobec 56 proc. chłopców zdaje maturę, a na poziomie uniwersyteckim od 10 lat przeważają intelektualnie). Inne wskaźniki pokazują, że im liczniej zasiadają w zarządach przedsiębiorstw, tym bardziej rośnie rentowność biznesu, a i podczas kryzysu bezrobocie kobiet rośnie wolniej, co świadczy o ich większej przydatności dla rynku pracy. No i w polityce są coraz aktywniejsze.
Merem Paryża zostanie pod koniec marca po raz pierwszy kobieta: albo socjalistka Anne Hidalgo, obecna zastępczyni ustępującego mera Bertranda Delanoë, albo Nathalie Kosciusko-Morizet, jedna z liderek prawicowej Unii na rzecz Ruchu Ludowego pochodząca w prostej linii od brata Tadeusza Kościuszki. Tylko one liczą się w batalii o Ratusz. Kobieta jest też szefową najmocniejszej w sondażach partii – Frontu Narodowego, który pod przywództwem Marine Le Pen wyprzedził tradycyjne partie lewicy i prawicy. Marine osiągnęła to, czego jej ojcu nie udało się przez 40 lat, a frontowa córa dopiero dojrzewa do politycznego stanu. Do niedawna Partią Socjalistyczną również rządziła kobieta – Martine Aubry, córka Jacques’a Delors’a, pierwszego przewodniczącego Komisji Europejskiej. Kierowała socjalistami posiadającymi większość parlamentarną i prezydenta Hollande’a. A` propos głowy państwa i jego towarzyszek życia, to po ujawnieniu prezydenckiego romansu z Julie Gayet (oczekuje Cesara, francuskiego Oscara) i odesłaniu z Pałacu Elizejskiego Valérie Trierweiler, zanosi się na polityczny comeback matki jego czwórki dzieci, Ségo-le`ne Royal w roli ministra.
I jeszcze jedna kobieta liderka, choć bardziej z przekonań niż władzy – Ludovine de la Roche`re, zwana Cohn-Benditem katolickiej prawicy. Przewodzi ruchowi społecznemu „Manifa dla wszystkich” (Manif pour tous), którego nazwa nawiązuje do sloganu „Małżeństwo dla wszystkich” (Mariage pour tous). „Manifa” jednocząc kilkadziesiąt organizacji obywatelskich różnej proweniencji, zmobilizowała kilkaset tysięcy Francuzów do wyjścia na ulicę przeciwko małżeństwom homoseksualnym. Przegrała, ale dalej jest aktywna i protestuje przeciwko projektowi prawa dyskryminacji urodzin dzieci: tych urodzonych z ojca i matki oraz tych, które zostaną legalnie „urodzone” przez surogatki z dwóch ojców lub dwóch matek.
De la Roche`re sprzeciwia się naruszaniu tradycyjnych kodów tożsamości między płciami, które i tak się rozmywają – męskość się feminizuje, a kobiecość maskulinizuje. Już George Sand, symbol kobiecej niezależności, co przez dziesięć lat trzymała w ramionach schorowanego Chopina, przyjęła męskie imię, aby podkreślić, że kobiety to mężczyźni rodzaju żeńskiego, a mężczyźni – kobiety rodzaju męskiego. Ale nie wierzyła w braterstwo między płciami, które jej zdaniem zawsze kończy się formą kazirodztwa. Dlatego nie bratała się, lecz od razu kochała. – Kocham, więc jestem – mawiała i w swych ramionach trzymała nie tylko Fryderyka, także Liszta, Delacroix, Musseta, Flauberta, Balzaca i wielu innych mistrzów słowa tudzież czynu.
Dziś, według tygodnika Le Point, to kobieta jest wirtualno-statystycznym Francuzem. Nazywa się Nathalie Martin (najczęstsze nazwisko i imię). Ma 40 lat. Dziewictwo straciła w wieku 17 lat, a za mąż wyszła, mając 28 lat. Ma niespełna 50 proc. szans na uratowanie swego małżeństwa i 21 proc. na dotrzymanie małżeńskiej wierności. Pierwsze z dwojga dzieci urodziła półtora roku po ślubie. Państwo wspomaga ją w utrzymaniu dzieci roczną kwotą 7994 euro. Zarabia 2 tys. euro miesięcznie, z czego odkłada 300. Jest właścicielką domu o powierzchni 90 mkw. Trzy razy w roku chodzi do kina i przejeżdża 12 tys. km swym samochodem. Czyta sześć tytułów prasowych. W ciągu tygodnia spędza przed telewizorem 22 godziny, radia słucha 15 godzin, tyle samo surfuje po internecie i wysyła 20 sms-ów. Tygodniowo dwa razy uprawia seks. Ma 130 znajomych na Facebooku i sześciu w realnym życiu. Rocznie połyka 29 tabletek antydepresyjnych, co jest światowym rekordem w tej dziedzinie. Deklaruje się jako katoliczka, ale do kościoła nie chodzi. Większym zaufaniem darzy Unię Europejską niż własny rząd i parlament.
Oto kobieta: wytworna, błyskotliwa, w uczuciach niestała; no i coraz częściej deklarująca – „Myślę, więc… kobietą jestem”. Czy to zmierzch starego świata? Czasy Sartre’a minęły. Ona już wie, czego chce i nie spocznie dopóty, dopóki celu nie osiągnie, bo jeśli czegoś chce – wiadomo – Bóg tak chce. A gra o miłość i tak potoczy się dalej.






Najpopularniejsze

Zobacz także