X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

4714 – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

4714 – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 7 lutego 2016

Ten tytuł to nie kontynuacja dramatu science fiction – „2046” Chińczyka Wong Kar-Waia, najlepiej sprzedającego się nieamerykańskiego filmu zagranicznego w historii Francji. To Nowy Rok Chiński przypadający 8 lutego, najważniejsze święto Chińczyków i jedna z najważniejszych dat w kalendarzu paryskich imprez, jak napisał mer XIII dzielnicy Paryża w programie powitania chińskiego Roku Małpy.
Uroczystości zaczęły się 1 lutego, a skończą 14 lutego 200-tysięczną defiladą ulicami Chinatown. W merostwie zapowiedziano koncert muzyki chińskiej, pokaz opery kantońskiej, ekspozycję kaligrafii i fotografii z czasów rewolucji kulturalnej Mao oraz cykl konferencji wokół tradycyjnego chińskiego systemu wartości.




W Paryżu są trzy dzielnice chińskie: najstarsza na Marais, ludyczna na Bellville’u i największa w XIII dzielnicy miasta. To w nich następca Mao Zedonga, Deng Xiaoping, inicjator otwarcia Chin na świat i gospodarkę rynkową, uczył się kapitalizmu, obserwując w działaniu biznesowe talenty rodaków. Słabo się asymilują, ale są lojalni, ich nacjonalizm jest ugrzeczniony. Dyskretni, pracowici, oszczędni, dobrze sobie radzą. Mają własny system finansowego wsparcia. Solidarnie przejmują kolejne kwartały miast. Nadsekwański zefirek im sprzyja. – Gong Xi Fa Cai – słychać, czyli szczęśliwego Roku Małpy, dziewiątego (szczęśliwa liczba) z 12 znaków chińskiego zodiaku.

Znalazłem się w sercu Chinatown. Stosy ryżu, owoców, egzotycznych warzyw. Foldery reklamują kursy chińskiej kuchni, filozofii, nauki mandaryńskiego i samodoskonalenia. Pokazy sztucznych ogni, eksplozje petard i fajerwerków, tańce lwów, korowody ludzi z kilkunastometrową kukłą smoka. Odgłosy bębnów. Ulice ozdobione totemami i lampionami. Pierwsze symbolizują znaki chińskiego zodiaku, drugie – dobroczynną moc, szczęście i radość, a ich czerwone światło podtrzymuje kolejne cykle kontinuum życia. Setki sklepów, butików, restauracji, niektóre z dachami pagód. Na szyldach chińskie ideogramy. Ścisk, zachwyt i aplauz dla przesuwających się makiet cyklopowych ryb, tancerzy, akrobatów, wojowników kung-fu. Aby ochłonąć z tego świątecznego zamieszania, skręciłem w ulicę Pointe d’Ivry wychodzącą na aleję Choisy obok kościoła Świętego Hipolita. Ale i wzdłuż jego muru wije się wąskie przejście niczym chiński smok, który prowadzi do nietypowego architektonicznie kościoła Notre Dame de Chine.

Do świątyni Matki Boskiej Chińskiej wchodzi się przez yin i yang w formie wklęsłych drzwi przechodzących w wypukłość ściany. To nawiązanie do diagramu Taiji, znaku „najwyższej podstawy”, fundamentu chińskiej kultury. Symbolizuje wyobrażenie stanu wszechświata, w którym doszło do podziału na yin i yang, jednocześnie łączące i rozgraniczające świat. Jasny, aktywny yang to kreatywna moc związana z niebem, uosabia ruch, racjonalny intelekt, mężczyznę; a związany z ziemią ciemny, pasywny yin uosabia spoczynek, intuicyjny umysł, kobietę. Świat jest miejscem ścierania się tych sił zawierających w sobie zarodek swego przeciwieństwa, przenikających wszystko w cyklicznym ruchu przemiany jednej w drugą. Jedność i przeciwstawność yin i yang wzajemnie się dopełniają w dao (tao – droga), które stanowi podstawę równowagi świata, jego nurt i esencję, podłoże wszelkich zmian. „Nauka o słusznej drodze i mądrości” – taoizm – ujmuje ludzkie życie jako „włączone w drogę natury dao, którą należy odnaleźć w sobie i zaprzestać działań z nią sprzecznych, co przynosi szczęście”. System taoizmu jest otwarty na elementy konfucjanizmu, buddyzmu czy chrześcijaństwa.

Chińska Notre Dame robi wrażenie świątyni, w której sfera sacrum naturalnie przechodzi w profanum. Siedząc w jednej z siedmiu półokrągłych ławek, w świetle czerwonych lampionów pomyślałem o Gong, poznanej przed laty Chince, która się ochrzciła. Chrześcijaństwo stało się kontynuacją jej buddyzmu, jakby wpisaniem tej samej Tajemnicy w inny język. Mówiła, że buddyzm to radzenie sobie z cierpieniem, taoizm – zadowolenie, konfucjanizm – siła porządkującej tradycji, a chrześcijaństwo – fascynacja etosem miłości.

W świadomości Chińczyków dominuje żywy konfucjanizm, co w kulcie tradycji, obyczaju i rytuału upatruje zakorzenienia natury ludzkiej, ładu społecznego, mądrości rządzenia. W postrzeganiu obowiązków moralnych na wzór stosunków rodzinnych dostrzega podstawę porządku państwa z władzą kierującą się zasadą humanizmu, czyli dobrem ogółu, zgodnym z ideałem porządku niebiańskiego. A niebo to wspólny bezosobowy duch przodków. Bez rozpoznania jego porządku nie da się zbudować idealnego państwa ani osiągnąć stanu niebiańskiego spokoju.

Wyszedłem ze świątyni i na nowo wtopiłem się w tłum Chińczyków. Chiny – fabryka świata, państwo planeta, drzemiący wulkan. Wcale nie uważają się za rosnącą potęgę, ale powracającą po wielowiekowej nieobecności na przywódczą pozycję. Wyłamali się z wielobiegunowej wizji świata, za jakim opowiadała się krnąbrna amerykańskiemu przywództwu Francja. Są drugim mocarstwem o spektakularnym tempie rozwoju ponad 9 proc. PKB utrzymującym się od ponad trzech dekad, największych rezerwach dewizowych i dodatnim bilansie handlowym z wszystkimi krajami świata. Już pojawił się termin Chinoameryka. Na pełne przywództwo mają czas. Dużo czasu. Są cierpliwi. W tej triumfalnej odysei może im przeszkodzić jedynie kataklizm – naturalny lub wojenny – albo… demokracja, trudna do pogodzenia z konfucjanizmem, który ukształtował ich system wartości. Potomkowie smoka z optymizmem patrzą w przyszłość. Wiedzą, że za ciemnością yin zawsze jasność yang podąża. Czas im sprzyja. Może dlatego, że to oni wynaleźli zegar, DROGĘ i porządek niebiański.






Najpopularniejsze

Zobacz także