W rue de Bretagne pod numerem 41 znajduje się Marché des Enfants Rouges, czyli Rynek Czerwonych Dzieci (we wnęce ulicy). Ta dziwna nazwa pochodzi od czerwonej peleryny, którą nosiły dzieci z sierocińca usytuowanego obok szpitala. Ten rynek jest jednym z najstarszych w Paryżu i pochodzi z lat 1615–1628. Kiedy na początku XX wieku budowano paryskie metro, znaleziono w tym miejscu grobowiec templariusza. Strzępy białego płaszcza z czerwonym krzyżem przywierały jeszcze do szkieletu zakonnika.
Teraz skręć w pierwszą w prawo, w rue de Beauce. Nazwa tej malusieńkiej uliczki wyryta jest w ścianie. Skręć w lewo, w rue Pastourelle, zostawiając za sobą ruelle Sourdis – malutką uliczkę, jedną z niewielu w Paryżu, na której zachowała się jeszcze typowa dla XVII wieku kanalizacja przebiegająca środkiem ulicy, między domami. Warto wiedzieć, że słowo „ruelle” bierze się czasów, kiedy markizy zapraszały adoratorów, aby ci „całowali stopy” swych bogiń. Wszystko odbywało się w przestrzeni między łóżkiem a ścianą (ta przestrzeń to właśnie „ruelle”). W tej epoce kobiety z wielkiego świata chętnie zapraszały mężczyzn do komnat i ich „ruelle” rzadko pozostawały puste… Wracając więc do „ruelle” w znaczeniu wąskiej ulicy, trzeba zauważyć, że światło docierało tu w bardzo ograniczonym stopniu, a domy z wykuszami praktycznie się dotykały!
Skręć w pierwszą w prawo, w rue Charlot: znowu znajdziesz nazwę wyrytą w kamieniu. Nad budynkiem pod numerem 33 ciąży dziwna klątwa. Jeśli wierzyć przepowiedni jasnowidza z XIX wieku, zawali się on, gdy wyburzony zostanie Rynek Czerwonych Dzieci. Dlatego każdy mieszkaniec wspomnianego domu jest żywo zainteresowany wszelkimi projektami zmian architektonicznych w dzielnicy.
Przed tobą Cathédrale Sainte-Croix, która istnieje od XVII wieku, najpierw jako świątynia klasztorna, a później jako kościół pod różnymi wezwaniami. Dziś ten skromna budowla w starej dzielnicy Marais, gdzie właśnie się znajdujesz, jest katedrą ormiańską. Wiąże się z nią niezwykle interesująca historia. Pozwólcie, że ją opowiem. Otóż 19 stycznia 1793 roku Ludwik XVI został skazany przez Trybunał Rewolucyjny na karę śmierci przewagą 5 głosów (w tym głosem kuzyna, Ludwika Filipa, księcia Orleanu, zwanego przez lud Philippe-Egalité). Na nic zdały się starania adwokatów: Lamoignona de Malesherbes’a, De Sèze’a i Troncheta. Następnego dnia minister sprawiedliwości pojawił się w więzieniu Temple, aby oświadczyć królowi treść skazującego dekretu. Ludwik XVI wysłuchał go bez słowa, po czym poprosił o wizytę wybranego przez siebie księdza. O 18.00 pojawił się spowiednik króla, który opuścił go dopiero o północy, zostawiając władcę śpiącego. Za zgodą Rady opat Edgeworth de Firmont ma poprowadzić Jego Wysokość na szafot. Prosi o wszystko, co potrzebne do odprawienia ostatniej mszy świętej Ludwika XVI. Komisarze zgadzają się pod warunkiem, że sami zatrzymają szaty kapłańskie (zapewne w obawie, że smogłyby stać się czymś w rodzaju relikwii). Dwie najbliższe parafie l’église du Temple i l’église Saint-Elisabeth były zamknięte, wobec czego pożyczono ornat z kościoła Saint-François-d’Assise, który w 1803 roku zmienił nazwę na Saint-Jean Saint-François. Trafił tu ornat, przecudnie haftowany złotem i kolorowymi nićmi. Można go dziś oglądać, po wcześniejszym uzgodnieniu, w kościele Notre-Dame de Bonne-Nouvelle, na ulicy rue du Beauregard w 2e dzielnicy. Tymczasem wróćmy do naszej historii. Następnego dnia, 21 stycznia, obudzono króla o 5.00 rano. Cléry, jego najwierniejszy służący, przenosi na środek celi komodę, która będzie służyć za ołtarz. Ubrany w rzeczony ornat, opat Edgeworth rozpoczyna mszę, podczas której król nie podnosi się z kolan, przyjmuje komunię świętą. O godzinie 8.00, w zimowy poranek, Ludwik w towarzystwie opata jedzie wozem na place de la Révolution (obecny place de la Condorde), gdzie ustawiono szafot. Opat Edgeworth de Firmont wypowiedział wówczas słynne zdanie: „Synu Świętego Ludwika, pójdź do nieba!”.
Ty tymczasem skręć przed katedrą w lewo w rue du Perche. Na samym końcu skręć w prawo, w rue Vieille du temple. Po lewej zauważysz zapewne Hôtel Salé, który odwiedzałam już wiele razy i ten również nie będzie, jak sądzę, ostatni!

dzielnica-le-marais.jpg

Hôtel Salé, bardziej znany pod nazwą Musée Picasso, czyli Muzeum Picassa, posiada wyśmienitą kolekcję dzieł tego artysty, od czasów jego pierwszych obrazów, przez okres surrealizmu, Panny z Avignon – powstałe pod wpływem sztuki Cézanne, okres kubizmu oraz Pani Rozenberg i jej córki… Sami będziecie sędziami, bo jak powiedział Picasso: „Dla mnie nie ma ani przeszłości, ani przyszłości w sztuce. Jeżeli dzieło nie może żyć wieczne w czasie teraźniejszym, nie ma co tracić czasu…”. Warto chyba wiedzieć, że artysta mieszkał często w starych domach: w zamkach château de Boisgeloup i château de Vauvenargues, w atelier na rue des Grands Augustins. Budynek muzeum jest jednym z najpiękniejszych w dzielnicy i z pewnością spodobałby się artyście, który kochał „Les vielles maisons”. Hôtel Salé, czyli Słony Hotel, zawdzięczający swą nazwę Pierre’owi Aubert’owi, który był odpowiedzialny za podatek solny: la gabelle, został wybudowany między 1656 a 1659 rokiem przez architekta Jeana de Bouillera. Budynek nosił kiedyś przydomek „dom mieszczanina szlachcicem”, nawiązujący do komedii Moliera, w której główna postać, mieszczanin Jourdain, wzbogaciwszy się za wszelką cenę chce zosta szlachcicem.
Niedaleko stąd biegnie rue Saint-Claude. 30 stycznia 1785 roku pewien mężczyzna przyjechał do Paryża i wynajął cały hotel Bouthillier pod numerem 1. Nazywał się Józef Balsamo, lecz powszechnie zwano go hrabią de Cagliostro. Urodzony na Sycylii, sprzedawał w całej Europie przeróżne medykamenty. Twierdził również, że potrafił zamienić konopie w jedwab, metale w złoto, a nawet w diamenty. Lubił się chwalić, że pomagał Franciszkowi I w bitwie pod Marignan, co oznaczało, że musiał mieć co najmniej 1500 lat! Wyleczył kardynała de Rohan z astmy, potem wykurował również księcia Soubise. Te wydarzenia wpłynęły na ogromną popularność rue Saint-Claude, na którą ciągnęły całe tłumy, pragnące uszczknąć nieco z magicznych zdolności hrabiego. Podobno nawet, w obecności licznych świadków, przywołał, nieżyjących od kilku lat: Woltera, d’Alemberta, Diderota,... W tym czasie na fali popularności masonerii tworzy Lożę Egipską. Książę Luksemburski był jej Wielkim Mistrzem, a Cagliostro stał się le Vénérable (czyli czcigodnym). Stworzył także dla kobiet Lożę Isis. Niesłusznie oskarżony w sprawie naszyjnika królowej (o której mowa jest w części o Hôtel de Rohan), został uwolniony i entuzjastycznie przyjęty przez lud, lecz zmuszono go do wyjazdu do Anglii. Później mieszkał w Watykanie, gdzie zmarł w 1795 roku w papieskim więzieniu. Jak sądzicie: oszust? A może prekursor rewolucji? Pytanie jest wciąż aktualne…
Nieco dalej, po drugiej stronie ulicy, pod numerem 8 rue Saint-Claude, znajdziesz sklep z brodą (czyli mocno anachroniczny) Chez Alain! I to jeszcze jaką! W tym miejscu znajdziesz ostatniego Maître-Barbier de Paris, czyli Mistrza Golarzy Paryża! Można tu ostrzyc wąsy, brodę lub ogolić ją w dawny sposób za pomocą muzealnych akcesoriów. W zakładzie obejrzysz zaskakujące przedmioty wykonane z włosów, a także suszarki z początku XX wieku, grawiury i pasujące do tego miejsca talerze... Polecam serdecznie, choć pragnę ostrzec, że aby się ostrzyc trzeba zastrzec sobie termin z dużym wyprzedzeniem. Kolejka jest długa, ale naprawdę warto, choćby dla dowcipów z brodą, którymi zasypie was Alain w swoim gabinecie Chez Alain!
Dotarliśmy do skrzyżowania z rue de la Perle po lewej i rue des Quatre fils po prawej. Jeżeli chodzi o pierwszą ulicę o pięknej „perłowej” nazwie, znajdziesz na niej pod numerem 1 Hôtel Libéral Bruant, który kryje (tak jak ostryga kryje czasem perłę) interesujące Muzeum Zamków, czyli Musée de la Serrure – a konkretnie…zamków do drzwi, kufrów, bram, od starożytności do dnia dzisiejszego!
Wspomniałam również o rue des Quatre fils, czyli ulicy Czterech Synów. Średniowieczna legenda opowiada o księciu d’Aymon, który walczył u boku Karola Wielkiego. Był ubogi i miał 4 synów: Renauda, Guicharda, Alarda i Richarda. Wszyscy marzyli o wielkich czynach i sławie, ale nie stać ich było na zakup zbroi. Czarodziejka Orlande narysowała na ścianie konia, który ożył, gdy ogrzały go promienie słońca: został ochrzczony imieniem Bayard. Karol Wielki zaprosił braci do Paryża, żeby wzięli udział w wyścigu. Bayard zwyciężył, a cesarz zaproponował odkupienie rumaka, bracia jednak odmówili słowami: „Zachowajcie Wasze złoto, zadowolimy się honorem”. Karol Wielki rozkazał ich pojmać. Zdążyli jednak dosiąść konia i rzucić się do ucieczki. Dotarli do ślepej uliczki i Bayard wraz z czterema jeźdźcami wjechał w mur i znikł. Został po tym wydarzeniu ślad w postaci rysunku konia i czeterech „pasażerów”... Dziś już nie ma tego muru, lecz na rogu z ulicą Perłową zobacz zdumiewającą bramę z Les Chevaux du Soleil... Te Konie Słońca bronią wejścia do Hôtel de Rohan, zbudowanego przez Pierre-Alexisa Delamaire’a między 1705 a 1708 rokiem dla kardynała de Rohan, księcia-biskupa Strasburga, syna księcia Soubise. Jest to prawdopodobnie jedna z najbardziej imponujących paryskich rezydencji, wyróżniająca się wielkością i dużą przestrzenią między dziedzińcem i ogrodem. W XVIII wieku mieszkało tutaj czterech kardynałów oraz biskup Strasburga. Ostatni będzie tragicznym bohaterem w słynnej sprawie naszyjnika królowej, czyli l’affaire du collier de la Reine, tuż przed rewolucją francuską. W skrócie ta fascynująca sprawa, która zresztą w 1946 roku doczekała się filmowej adaptacji, autorstwa Marcela L’Herbiera, dotyczyła oszustwa, które kosztowało kardynała życie, a królową Marię Antoninę reputację. Nic lepiej nie opisze sprawy, jak słowa urzędnika sądowego w Parlamencie Paryża (instytucji z czasów Ancient Régine) ; „Kardynał – oszust, królowa wplątana w skandal fałszerstwa! Jakie bagno dla berła i jabłka! A jakiż triumf dla idei wolności!”… Mimo że Maria Antonina od samego początku odżegnywała się od jakiegokolwiek związku ze skandalem, nie miała poparcia opinii publicznej, która zdecydowanie opowiedziała się przeciwko królowej. Pisano pamflety, w których przyjmowała ona diamenty w podziękowaniu za przygody miłosne z kardynałem... Sacha Guitry również opowiada o tym wydarzeniu w filmie Si Versailles m’était conté. Z pewnością cała sprawa stała się jednym z katalizatorów upadku monarchii francuskiej cztery lata później. „To wydarzenie przepełnia mnie grozą – pisze Goethe w swoich listach – jakby spowodowała to głowa Meduzy. Te intrygi niszczą królewską godność. Sprawa naszyjnika tworzy natychmiastowy wstęp do rewolucji. Staje się jej podstawą”. Od 1927 roku Hôtel de Rohan jest siedzibą Archiwów Narodowych.

paryz-francja-le-marais.jpg

hoitel-de-soubise.jpg paryz-francja.jpg paryz.jpg

moj-paryz-elisabeth-duda.png
Ksiegarnia Pascali

i zobacz tu:
http://www.facebook.com/pages/Mόj-Pa...3579339?ref=hl