Król z Old Trafford na prezydenta Francji
przez
, 04 luty 2012 o 19:43 (231 Odwiedzin)
I’m not a man. I’m Cantona. To megalomańskie, ale i autokpiarskie wyznanie z filmu o nim samym – „Szukając Erica” Kena Loacha – dobrze przystaje do personnalité Francuza Erica Cantony, przydomek Le Dieu (bóg), najlepszego piłkarza ubiegłego stulecia w Manchester United, a obecnie aktora, który zgłosił swoją kandydaturę w zbliżających się wyborach prezydenckich we Francji.
To jedyny Francuz, którego pokochali Anglicy, szczególnie z Manchesteru. Przywrócił wielkość ich drużynie, zdobywając z nią po 26 latach cztery tytuły mistrza Anglii. King Eric był pierwszym kapitanem angielskiej drużyny spoza Wysp Brytyjskich. Na boisku Old Trafford ujawnił piłkarski geniusz, ale też ciemną stronę swego usposobienia, kopiąc kibica drużyny przeciwnej, za co został ukarany dyskwalifikacją. Skończył karierę sportową jako grający trener, zdobywając dla Francji mistrzostwo świata w plażowej piłce nożnej, a przed rokiem został dyrektorem sportowym nowojorskiego klubu Cosmos.
Cantona zawsze sprawiał problemy. Ma trudny charakter, ekscentryczny, nieobliczalny, wybuchowy, łączy w sobie sprzeczności. Jego idolami są Artur Rimbaud i Marlon Brando. Sam został aktorem, który zagrał już w 19 filmach, nagrał album z grupą rockową oraz pokazał kilka innych twarzy: malarz, fotograf, agitator i społecznik, a ostatnio także kandydat na prezydenta. Czy będzie nowym Coluchem? – pyta wielu Francuzów.
Przypomnijmy: Coluche to francuski aktor komediowy, który w 1981 roku wystartował w wyścigu do Pałacu Elizejskiego. Deklarował, że jest jedynym kandydatem, który wcale nie chce być prezydentem, a jedynie skompromitować polityczny establishment. Jako kandydat „alertu społecznego” chciał nagłośnić los wykluczonych rodaków. Wcześniej założył organizację Restos du Coeur (Restauracje Serca) zajmującą się dożywianiem najuboższych. Liczył na poparcie tych wszystkich, dla których wybory to połączenie medialnego show z politycznym cyrkiem. W programie wyborczym zapowiadał takie „kwiatki”, jak zniesienie polityki i zamknięcie polityków do muzeum figur woskowych oraz równość polegającą na wyrzuceniu z języka francuskiego dyskryminowanego słowa „kobieta” i uprzywilejowanego „mężczyzna”. Sondaże wskazywały 16-procentowe poparcie dla Coluche’a, ale miesiąc przed wyborami aktor wycofał się z kandydowania (zginął 5 lat później, jadąc na motorze potrącony przez ciężarówkę).
A teraz powtórzmy: Czy Cantona będzie nowym Coluche’em? Wrażliwości społecznej mu nie brakuje, popularności i swoistej charyzmy też. Oczywiście, w wyborczym show nie zagra w barwach jakiejkolwiek partii, ale pod szyldem powszechnie szanowanej Fundacji Abbé Pierre, której jest ojcem chrzestnym. Lepszego patrona wybrać nie mógł, gdyż zmarły przed kilku laty ojciec Pierre już za życia był legendą – ksiądz, którego imię niezmiennie widniało na czele rankingów najpopularniejszych Francuzów, wyprzedzając pod tym względem nawet Zidane’a. Nazywano go sumieniem narodu, papieżem bezdomnych, buntownikiem dobroci oraz głosem nędzarzy pozbawionych głosu, nadziei i dachu nad głową.
Cantona chce stanąć w ich obronie, zabrać głos w ich imieniu, mobilizować opinię publiczną wokół coraz trudniejszych warunków życia, zwłaszcza mieszkaniowych w słodkiej niegdyś Francji. Rzucał już apele wzywające do pokojowej rewolucji bez kropli krwi, do zamykania kont bankowych w proteście przeciwko kryzysowi, ale były to dość naiwne przedsięwzięcia. Obecnie u boku Abbé Pierre’a znalazł poważniejszą scenę oddziaływania na wyborców. Jego zdjęcia pojawiły się na tle wizerunku pogarbionego kapucyna, który z alkoholikiem i niedoszłym samobójcą o imieniu George zakładał pierwszą wspólnotę Emaus, banki żywności i noclegownie. Ksiądz Pierre działał według zasady – „Najpierw pomóż sobie, a Bóg, to znaczy inni, pomogą tobie”. W obronie godności swych nieszczęśników używał polityków, działaczy, artystów, jako pierwszy wykorzystywał w tym celu także siłę mediów.
Prócz brody, jest coś, co przynajmniej powierzchownie łączy tego księdza z byłym futbolistą. To krnąbrność. Bywało bowiem tak, że Abbé Pierre głosił poglądy niezgodne z oficjalną doktryną Kościoła. Wzbudzał kontrowersje, nie szczędząc mocnych słów pod jego adresem. Wątpił w zasadność zakazu wyświęcania kobiet i celibatu księży. Sam przyznał, że nie sprostał sile pożądania i miał doświadczenia seksualne. Wyrażał zrozumienie dla używania prezerwatyw, a w wyjątkowych sytuacjach nawet dla aborcji. Prowokował swoją wizją Kościoła, lecz nigdy nie pomylił frontów, zawsze wypowiadał wojnę biedzie.
Dziś 45-letni Eric Cantona, wchodząc na wyborczą scenę, nie mógł znaleźć lepszego przewodnika po meandrach ludzkiego nieszczęścia. Jak zagra tę swoją nową rolę obrońcy pokrzywdzonych? Ma doświadczenie, bo od 15 lat jest aktorem. Tuż przed wyborami, w marcu i kwietniu, zagra też na innej scenie, tej klasycznej paryskiego teatru Athénée, w sztuce „Ubu skowany” Alfreda Jarry’ego. Ale czy wtedy będzie jeszcze kandydatem na prezydenta Francji? Wątpliwe. Pewnie uzna, jak Coluche, że jego społeczny alert sięgnął już paryskiego bruku i czas kończyć ten wyborczy show.
Leszek Turkiewicz
![]()













Wyślij na e-mail wpis na blogu


