×

Wrobieni w przemyt

Artykuł wprowadzono: 13 kwietnia 2017

Pod koniec 2015 roku Pan L., pracownik firmy transportowej w jednym ze wschodnich województw Polski, zajmującej się generalnie transportami z Rosji, Białorusi i Ukrainy do Polski i do Europy Środkowej, otrzymał polecenie od swojego szefa, aby zastąpił chorego kolegę i pojechał samochodem, na którym były już załadowane urządzenia, z Rosji do Hiszpanii.





Był to jego pierwszy wyjazd do Hiszpanii.

W Hiszpanii, po rozładowaniu transportu, otrzymał od swojego szefa polecenie udania się do innej miejscowości, również w Hiszpanii, aby załadować maszynę z przeznaczeniem do Włoch.

Zlecenie na ten przewóz było wystawione na giełdzie przez wielu spedytorów. Załadunek, w magazynie, gdzie znajdowały się również inne magazyny, trwał około pół godziny.

Razem z towarem kierowca otrzymał list przewozowy wystawiony na firmę we Włoszech. Przy przejeździe przez bramki na autostradzie na południu Francji został skontrolowany przez celników. Pierwsza kontrola niczego podejrzanego nie zauważyła. Jednak celnicy wrócili z psem, który wyraźnie zainteresował się maszyną.

Po rozpakowaniu, znaleziono w jej wnętrzu około dwustu kilogramów marihuany. Pan L. został natychmiast zatrzymany i aresztowany na cztery miesiące.

Był to dla niego prawdziwy szok, gdyż absolutnie nie poczuwał się do żadnej winy. Z jego oświadczenia przed sędzią śledczym wynikało, że maszyna została zapakowana i załadowana bezpośrednio przez pracowników magazynu i nietknięta do momentu kontroli celników oraz że jego rola ograniczała się wyłącznie do zabezpieczenia ładunku.

Na nic zdały się, na tym pierwszym etapie, wyjaśnienia, że działał na polecenie swojego szefa, aby wykonać zlecenie spedytora, i że miał wymagany dokument transportowy.

Sędzia śledczy uznał, że przeciwko niemu przemawiają takie okoliczności jak posiadanie trzech telefonów i dwóch nadajników GPS, jak również, że towar został załadowany w magazynie, który nie odpowiadał magazynowi figurującemu w liście przewozowym.

Zdaniem sędziego, posiadanie kilku telefonów, jest to typowy atrybut przemytnika, mimo wyjaśnień, że jeden z telefonów i GPS-ów służył wyłącznie do komunikacji w Rosji, drugi miał łączność z Internetem, a trzeci do komunikacji osobistych. Na szczęście przeprowadzone ekspertyzy nie wykazały w telefonach połączeń innych niż z firmą i rodziną.

Następne analizy nie wykazały, aby na opakowaniach marihuany znajdowały się jego linie papilarne lub DNA. Po przeprowadzeniu tych wszystkich analiz pan L. został zwolniony.

W innym przypadku, sprzed kilku miesięcy, właściciel firmy transportowej z Pomorza, po dostarczeniu towaru z Niemiec do Hiszpanii otrzymał telefonicznie propozycję przewozu warzyw z Hiszpanii do Polski, w drodze powrotnej.

Było to jego czwarte zlecenie na załadunek na drogę powrotną. Tymi zleceniami był niezwykle ucieszony, gdyż podczas jednego z niedawnych wyjazdów do Hiszpanii w drodze powrotnej miał tylko jeden załadunek, co nie pozwoliło mu nawet na pokrycie kosztów powrotu.





Jakże wielkie było jego zaskoczenie, kiedy przy wjeździe na autostradę we Francji, kontrola celna odkryła na palecie, na której zapakowano warzywa i owoce, sto kilkadziesiąt kilogramów marihuany. Został osądzony w ciągu 48 godzin i skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Wiedząc, iż jest niewinny, nie chciał skorzystać z pomocy adwokata w przesłuchaniu przed celnikami i przed policją. Na rozprawie nie dano wiary jego zapewnieniom, że nie wiedział o tym nielegalnym towarze.

To skazanie, dla czterdziestokilkuletniej osoby było wielkim szokiem, jak również dla jego rodziny.

Na szczęście Sąd Apelacyjny uniewinnił go z powodu wątpliwości. Niemniej jednak, przebywał prawie cztery miesiące w więzieniu, co przyniosło dla jego firmy duże straty materialne.

Głównym zarzutem było to, iż na miejsce załadunku został zaprowadzony z parkingu, gdzie stał swoim samochodem osobowym, tak, że w jego GPS-ie czy komputerze nie było śladu, kto zleca mu załadunek, mimo że przekazany z ładunkiem list przewozowy był wystawiony na rzeczywiście istniejącą firmę w Polsce.

Drugim zarzutem był fakt, że paleta z nielegalnym ładunkiem została ukryta wśród innych, a właściciel przyznał, że sam umieszczał tę paletę.

W rzeczywistości jednak nie chodziło o jej ukrycie, a tylko o przemieszczenie z uwagi na jej nietypowe wymiary, co wykazała dopiero eksploatacja zdjęć załadunku na rozprawie apelacyjnej.

Oczywiście, żadna z opisanych osób nigdy nie była karana, a w sprawie nie było jakichkolwiek innych poszlak, wskazujących na ich umyślny udział w przemycie.

Mecenas Władysław Lis

Czytaj Tygodnik Angora za darmo!

Angora 1