×

Normalność – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 5 sierpnia 2017

Maleje poparcie dla prezydenta Macrona, rośnie liczba turystów. Znak, że wraca normalność. W Paryżu znowu jest tylu turystów, co przed serią zamachów, które śmiertelnie dotknęły Francję. Wrócił uśmiech, zwłaszcza na twarzach hotelarzy i restauratorów, których przybytki zalała fala Amerykanów, Chińczyków, Rosjan.






Ponownie na lewym brzegu Sekwany poufale uwodzą długie nogi panny Eiffel, a na prawym naturalizowane paryżanki z Luwru – uskrzydlona Nike z Samotraki, Wenus z Milo czy celebrytka wszech czasów, tajemniczo uśmiechnięta Mona Lisa. Trwa kolejna edycja Paris-Plages, czyli inspirowana pomysłem filmu „Wakacje pana Hulot” Jacques’a Tati próba uczynienia z Sekwany letniej Riwiery. Tegorocznym lejtmotywem „paryskich plaż” jest demonstracja sportowej euforii w oczekiwaniu na przyznanie stolicy Francji letnich igrzysk olimpijskich w 2024 roku (oficjalna decyzja 13 września w Limie). Z kolei w podparyskim Eurodisneylandzie Myszka Miki z Psem Pluto i Kaczorem Donaldem świętują swoje 25-lecie, a konkurujący z nimi rodzimy Asterix uruchomił nowy wakacyjny hit – Pegaz Express unoszący się nad ziemią z szybkością 50 km/godz.

No cóż: wakacje! – od pracy, nauki, myślenia. Wystarczy najbardziej racjonalny umysł wcisnąć w krótkie spodenki, by uległ zapomnianym kaprysom przeszłości. W podparyskim Parku Asterixa prowadzą one do wioski Galów, rzymskiej prowincji i kolebki państwa Franków. Biegną beztrosko z różnych stron w czasie i przestrzeni: a to ze starożytnej Via Antiqua, średniowiecznego Paryża, od strony londyńskiego Big Bena czy spod starych niderlandzkich wiatraków. Po drodze napotykają greckich bogów, trubadurów, muszkieterów. Pływają po wodach Styksu, umykają przed gniewem Zeusa, szybują w przestworzach jak Ikar, podziwiają Posejdona bawiącego się z delfinami. Inspiracją tych uciech był słynny komiks o przygodach Asterixa i Obelixa René Goscinnego. W tym roku mija 40. rocznica śmierci tego jednego z najwybitniejszych twórców komiksu światowego, pochodzącego z rodziny polskich imigrantów.

Pewnego pięknego dnia królestwo Asterixa wzbudziło zazdrość potomków Walta Disneya. Postanowili więc wrócić na łono starej ojczyzny, a pochodzili z normandzkiego miasta Insigny-sur-Mer, gdzie nosili nazwisko D’Isigny, za oceanem przekształcone w Disney. I tak oto w 1992 roku otwarto Eurodisneyland. Bynajmniej nie towarzyszyła temu przychylność miejscowych. Przeciwnie, odezwały się antyamerykańskie złośliwości, pod wpływem których ówczesny prezydent Francji odrzucił zaproszenie na inaugurację parku, a lewicowa prasa zaostrzyła krytykę „amerykańskiej agresji kulturalnej”.

Lecz aby zrealizować coś wyjątkowego, trzeba zacząć od marzenia i iść za nim do końca. Taką zasadą kierował się Disney, tworząc parki rozrywki w Kalifornii, na Florydzie, w Tokio i pod Paryżem. Oddalony o 32 km na wschód od Miasta Świateł Disneyland, o powierzchni jednej piątej nadsekwańskiej metropolii, to dziś pierwszy turystyczny kierunek Europy. Od dnia otwarcia odwiedziło go 320 mln ludzi. Jego trupa liczy 15 tys. pracowników stu narodowości. Dominują aktorzy, tancerze, muzycy, kaskaderzy, akrobaci, pejzażyści i ogrodnicy dbający o 150 tys. drzew i krzewów, m.in. cedry, sekwoje, palmy, bambusy, o tropikalną roślinność zaadaptowaną do podparyskiego klimatu. Wokół nieprzerwanie rozrasta się coraz potężniejsze zaplecze handlowe, hotelowe, restauracyjne z dyskoteką, polem golfowym, nocnym klubem. Samych gadżetów sprzedaje się 30 mln rocznie.

To imponujący rozmach rozrywki, marzenia i magii w odkrywaniu disnejowskich krain amerykańskiej Main Street. Jest tu Kraina Pogranicza z XIX-wieczną małomiasteczkową Ameryką – Dziki Zachód z parowcem rzeki Missisipi, wioska Pocahontas, kolejka „Góra Wielkich Grzmotów” turkocząca przez rozpryskującą się wodę i rozpadające szopy. Jest Kraina Duchów pokryta pajęczyną luster, kopia domu z „Psychozy” Hitchcocka. Kołyszące się wrota, ślepe zaułki, chichot holograficznych czarownic. Jest Kraina Przygód z kolejną kolejką Indiany Jonesa pędzącą przez filmowe plenery, ze spływem podziemną rzeką wśród piratów z Wysp Karaibskich pełną jaskiń, głazów, tuneli, wodospadów. Jest Kraina Baśni, a w niej las Królewny Śnieżki z Siedmioma Krasnalami, podróże na grzbiecie latającego Słonia Dumbo oraz sceneria z innych bajek: Alicji w Krainie Czarów, Pinokia, Piotrusia Pana, Nibylandii nad Big Benem i światłami Londynu. Jest Kraina Odkryć z lotem w kosmos z bohaterami „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa, gdzie między meteorytami i gromadami gwiazd doświadcza się stanów nieważkości. Jest Kraina Hollywoodzkiego Snu, czyli studia Walta Disneya, pełne magii kina, odkrywające jego kulisy, techniki animacji i produkcji filmowej. Można uczestniczyć w zdjęciach próbnych, pokazach kaskaderskich, poruszać się pośród dekoracji filmowych obserwować bohaterów słynnych sekwencji filmowych z aktorami wskakującymi i wyskakującymi z ekranu dzięki efektom specjalnym. Można zabrać się łodzią podwodną w głębiny Pacyfiku u wybrzeży Australii, by przeżywać przygody z filmu „Świat Nemo”, albo pomknąć legendarną Drogą 66 bolidem McQueena.

Można tak bez końca, bo – jak zapewniał Walt Disney – Disneyland będzie tak długo się rozrastał, jak długo będzie wyobraźnia i fantazja na świecie. Niezbędny jest tylko jeden warunek – normalność.

Leszek Turkiewicz