×

Niewinna zabiła (Tygodnik Angora)

Artykuł wprowadzono: 2 stycznia 2017

Jacqueline Sauvage przez 47 lat była bita, maltretowana i gwałcona przez własnego męża
Przelało się. Kobieta nie wytrzymała. Wzięła myśliwską strzelbę męża. Padły trzy strzały. On pada martwy, a ją sąd skazuje na 10 lat więzienia za morderstwo. Wyrok rozpętał burzę. Prowadzone są polemiki na temat tego, co można określić jako prawo do samoobrony i jednocześnie prawo do stawienia czoła przemocy w związku małżeńskim czy partnerskim.






Carole Marot, jedna z trzech córek kobiety, przyznaje, że matka zdobyła się na taki gest, bo bała się o swe życie. Jacqueline powie przed sądem, że także o życie swoich dzieci. Jej mąż był coraz bardziej brutalny. Obawiając się następnych ataków z jego strony, po kolejnych wybuchach wściekłości, postanowiła go zabić.

Trzy strzały
z myśliwskiej strzelby zakończyły gehennę rodziny. Ale sąd nie dał się przekonać do jej wersji wydarzeń, mimo że córki poparły matkę, twierdząc, że ojciec dopuścił się tego dnia także przemocy seksualnej, co nie było gestem odosobnionym. Co więcej, także sąsiedzi zgodnie twierdzili, że mąż Jacqueline Sauvage był człowiekiem niezwykle wybuchowym i brutalnym. Biegli dostrzegli „jedynie rozciętą wargę”. Na ciele kobiety nie stwierdzono innych śladów. Dlatego sąd, mimo zeznań świadków, nie krył swoich wątpliwości co do prawdziwych intencji kobiety. Na pewno do tego czynu nie popchnęła ją wiadomość o tym, że ich syn dzień wcześniej popełnił samobójstwo. O tym, że Pascal się powiesił, dowiedziała się, będąc już w areszcie, po dramacie, jaki wydarzył się 10 września. Także motywy, które nim kierowały, pozostają niejasne. Jedni twierdzą, że była to reakcja na trwającą przez wiele lat przemoc ze strony ojca, głównie wobec matki, ale także wobec dzieci. Inni natomiast uważają, że chłopak się powiesił, bo chciał uciec przed tyranią matki. Według wielu świadków między zastrzelonym przez Jacqueline ojcem a Pascalem istniał otwarty konflikt. Jedna z córek przyznaje, że gdy nadeszły święta Bożego Narodzenia, to „ojciec i syn przyszli na nie bardzo zgodni, wręcz przyjacielscy, ale wkrótce doszło do awantury”. Kobieta dodaje, że córki „zabrały swoje dzieci i sobie poszły”, a następnego dnia „mama była cała posiniaczona”. Kierowca ciężarówki, sąsiad dobrze znający całą rodzinę, powiedział przed sądem, że „ta kobieta była chodzącą dobrocią, natomiast jej mąż często reagował w gwałtowny sposób”. Ten sam mężczyzna przyznał, że ludzie wiedzieli o napiętych stosunkach między ojcem a synem Pascalem. Była dziewczyna tego ostatniego opowiadała przed sądem, że pewnego dnia ojciec ją uderzył. – W mojej obronie stanęła mama Jacqueline i Pascal. No i skończyło się jak zwykle. Wielką awanturą. Takie bijatyki to nie było nic nowego – mówiła dziewczyna, dodając, że Pascal często bił się z ojcem, gdy ten ostatni uderzył matkę albo ją. Ojciec prześladował syna bardziej pod względem psychicznym niż fizycznym. – Robił wszystko, by zniszczyć Pascala – mówi młoda kobieta. Jacqueline Sauvage pochodzi z wielodzietnej rodziny. Miała pięciu braci i dwie siostry, ale z dziewczynek tylko ona przeżyła. Jej matka
przez lata cierpiała w wyniku brutalnego zachowywania się męża, który pewnego dnia po awanturze złamał jej nos. Jako nastolatka Jacqueline spotkała starszego o kilka miesięcy od niej Norberta. Mieli czworo dzieci – syna i trzy córki. Z zawodu była krawcową, ale pracowała w przemyśle farmaceutycznym, a potem w konfekcji. Mąż Norbert w czasie służby wojskowej zdobył prawo prowadzenia ciężkich pojazdów, co potem w cywilu pozwoliło mu na łatwe znalezienie pracy. Po pewnym czasie założył własne przedsiębiorstwo, w którym Jacqueline wykonywała prace administracyjne, a zatrudnienie znaleźli tam także syn i jedna z córek. Ponoć awantura, jaka wybuchła 10 września rano, w wyniku której Jacqueline nabiła strzelbę myśliwską i zastrzeliła męża, dotyczyła spraw związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa.

28 października 2014 roku 65-letnia Jacqueline Sauvage została uznana za winną zabójstwa małżonka i skazana. Sąd odrzucił tezę obrony, że kobieta kierowała się obawami o własne życie. Skazana odwołała się od tego wyroku i w Blois nad Loarą 1 grudnia 2015 roku rozpoczął się drugi proces. Po pięciogodzinnej debacie sąd utrzymał w mocy wyrok skazujący Jacqueline Sauvage na 10 lat pozbawienia wolności, nie widząc okoliczności łagodzących.

I się zaczęło… Powstał komitet obrony Jacqueline Sauvage, widząc w niej wszystkie kobiety, które cierpią z rąk swoich mężów i partnerów, prześladujących je psychicznie i fizycznie, włącznie z przemocą seksualną. Na czele komitetu stanęły gwiazdy kina, estrady, osoby znane z pierwszych stron gazet. Tysiące osób podpisały się pod petycją do prezydenta François Hollande’a, aby skorzystał z przysługującego mu prawa i ułaskawił zabójczynię. Prezydent V Republiki 31 stycznia 2016 roku wystąpił o „częściowe ułaskawienie”, co pozwoliło adwokatom Jacqueline Sauvage na wystąpienie do sądu o warunkowe zwolnienie skazanej przed upływem połowy zasądzonej kary, czyli pięciu lat więzienia. Kolejne instancje odrzucały jednak taką możliwość. Jeszcze w listopadzie w wyniku nasilenia się akcji ze strony komitetu obrony Jacqueline Sauvage Pałac Elizejski odrzucał możliwość ułaskawienia jej przez prezydenta Francji. 28 grudnia, nazajutrz po jej 69. urodzinach, François Hollande wydał dekret, na mocy którego kobieta została ułaskawiona.

Jeszcze tego samego dnia wyszła z więzienia.
Ten radosny dla niej dzień spędziła w domu jednej ze swoich córek. Komitet obrony nie krył uznania dla prezydenta, ale prokuratura i wymiar sprawiedliwości byli oburzeni. Zdaniem prokuratury François Hollande miał wprawdzie prawo do ułaskawienia skazanej, ale w tym przypadku naruszył demokratyczną linię rozdzielającą władzę sądowniczą od wykonawczej i prawodawczej. – To był zamach na niezależność wymiaru sprawiedliwości, który uznał, że skazanej nie należy przyznawać żadnych ulg, bo sędziowie uznali ją za winną zarzucanych czynów – twierdzili prawnicy. – Prezydent pokazał ludzkie oblicze – mówią członkowie komitetu obrony Jacqueline Sauvage. François Hollande jest w komfortowej sytuacji, bo nie startuje w majowych wyborach na prezydenta Francji. Może sobie pozwolić na różne gesty, bo nie czuje się skrępowany wyborczymi ograniczeniami, a że jest człowiekiem mającym gołębią duszę… Co roku we Francji 200 tysięcy kobiet pada ofiarą przemocy ze strony mężów lub partnerów. Są to dane pi razy oko, bo tylko 10 procent z nich składa oficjalne skargi. Od 118 do 146 kobiet w latach 2010 – 2014 straciło życie w wyniku brutalności ze strony małżonków. Z drugiej strony kobiety były sprawczyniami zabójstw 28 partnerów, ale tylko w pięciu przypadkach motywem tych zabójstw była przemoc ze strony mężczyzn. I tylko jedną z zabójczyń sąd uniewinnił, dopatrując się w tym, co zrobiła, uzasadnionej obrony.

Marek Brzeziński
Na podst.: BFM TV, Le Monde, Le Parisien