×

Na świątecznym stole

Artykuł wprowadzono: 24 marca 2018

Klasyka to udziec barani, najlepiej przez osiem godzin wolno obracany w piekarniku w ziołach i naszpikowany czosnkiem. Oszałamia zmysły smaku i powonienia, wprawiając je w kulinarny trans. Udziec z francuskiego barana jest dosyć drogi.





Tańszy jest nowozelandzki, ale jest mrożony. Też może się rozpływać, bo gdy wbijemy w niego widelec, zatonie w mięsie delikatnym, świetnie przyprawionym. Ale na tym nie kończą się możliwości francuskiego stołu na Wielkanoc…

Francuzi zjadają w czasie tych świąt rekordowe ilości czekolady. Już nie tylko jajka, dzwonki, kurczaczki czy owieczki z tej przepysznej masy, co należy do tradycji, ale także gołąbki i… misie panda. Merowie organizują „polowanie na czekoladowe przysmaki”, ukrywając je w zakamarkach parków czy skwerów. W tym roku „Dom Czekolady” w Paryżu proponuje, by Wielkanoc przebiegała pod hasłem czekoladowych ryb. Są ich różne gatunki: te znane z akwarium, słodkowodne, na przykład szczupak, jak i te z dalekich mórz i oceanów, jak ryba piła, „z piłą z czekolady”. Cukiernicy nie tylko sięgają po różne rodzaje czekolady, od białej po czarną, ale swoje dzieła obsypują startymi na proszek orzechami laskowymi lub proponują czekoladową rybę… faszerowaną na przykład maleńkimi kawałkami naleśników. Ograniczona jest liczba przeznaczonych do sprzedaży gigantycznych jaj o wadze niemal siedmiu kilogramów, ale też i cena jest „wielkanocna” – 1200 euro za sztukę. Dom Henri Le Roux postanowił uświetnić stulecie podpisania zawieszenia broni w czasie pierwszej wojny światowej i proponuje jajko o zawartości 62 procent kakao, zwieńczone gołąbkiem z białej czekolady. W Hotel & Spa La Belle Juliette w Paryżu ustawiono metrowej wysokości królika. Ma on zachęcać do degustacji wyrobów czekoladowych do herbatki, a we Francji to rzadkość, bo tutaj niepodzielnie króluje kawa.

Możemy zaskoczyć naszych gości bardzo prostą i oryginalną potrawą. Filety indyka kroimy na kwadraciki o bokach do półtora centymetra. Podsmażamy na oleju, tak by mięso się zarumieniło z każdej strony, ale by było miękkie w środku, a nie wypieczone na „podeszwę”. Sprawdzamy, naciskając na nie kciukiem – mięso musi się uginać, wtedy będzie soczyste, a nie wysuszone. Szczypcami nabijamy je na drewniane patyczki do małych szaszłyków i obtaczamy w gorącej czekoladzie. Na koniec posypujemy papryką espelette, by całość była pikantna, albo pieprzem cayenne, żeby „zderzyć” delikatność mięsa, słodki smak czekolady z ostrą przyprawą. Do takiej przystawki znakomicie pasuje irlandzki Baileys, na bazie whisky i śmietanki z dodatkiem wanilii i kakao. We Francji produkuje się wino czekoladowe, ale byłoby ono zbyt słodkie do naszego indyka. Przed jagnięciną nie uciekniemy, toteż łopatkę tniemy na kilka dużych kawałków, zarumieniamy w wielkim garze na łyżce rozgrzanej oliwy. Marynata to cebulka, czosnek i świeżo posiekany imbir. Po krótkim marynowaniu mięso posypujemy odrobiną kminku, dolewamy wody i prużymy przez 15 minut. Dodajemy cztery suszone figi, dwie duże, obrane i pokrojone w plastry pigwy i prużymy przez kolejne 30 minut. Przed podaniem obficie posypujemy posiekaną kolendrą. Do tego najlepszy jest Buzet, czerwone, wytrawne o pięknym bukiecie wino z południowo-zachodniej Francji.

Marek Brzeziński