×

Kulinarne Noble

Artykuł wprowadzono: 2 grudnia 2017

Największym prestiżem cieszą się gwiazdki Michelina. Ale na tym lista prestiżowych nagród w tej dziedzinie sztuki się nie kończy. Jest ranking „La Liste” rywalizujący z Michelinem, Gaul et Millau oraz TripAdvisor – amerykańska sieć zajmująca się doradzaniem, gdzie można najlepiej spędzić czas i najsmaczniej zjeść.





Francuski MSZ uważa, że do francuskiej kultury można przyciągnąć ludzi także sztuką kulinarną. I tak powstała „La Liste” – spis tysiąca najlepszych restauracji na świecie. W tym gronie znalazły się 134 „kulinarne świątynie” z Japonii, a z Chin – 123. Francja jest trzecia – 118 restauracji. W konkurencji indywidualnej „Guy Savoy” w Paryżu zajęła pierwsze miejsce. Po raz kolejny. Na liście są też dwie polskie restauracje: „Atelier Amaro” i „Senses”. Francuzi są także na czele prestiżowego TripAdvisor, i to na pierwszym miejscu w kategorii umiarkowanych cen. „Le Cappiello”. XV dzielnica Paryża. Nie ta najbardziej ekskluzywna, ale za to najbardziej tętniąca życiem. Mnóstwo knajpek. Barów, brasserii. Restauracja korsykańska, w której goście czują się jak… w bibliotece, bo dookoła półki z książkami pod sufit. W bok od rue de Commerce, najbardziej ruchliwej ulicy tego zakątka Paryża, przy rue Letellier pod numerem 59 znajduje się „Le Cappiello”.

91 procent klientów jest zachwyconych
Rezerwacje mamy do końca grudnia. Jak chcesz stolik na swoje urodziny w styczniu, to musisz się pośpieszyć – mówi z uśmiechem Kamil, współwłaściciel restauracji. Ma 27 lat. Kończył kulinarny management. Praktykował w Australii. Zarobił na tyle, że mógł poznać kuchnie południowo-wschodniej Azji. Stąd dzisiaj w menu makaron w woku. Potem pracował w Bostonie i na Florydzie. W Lyonie, skąd pochodzi, poznał w czasie studiów Justynę. Jej ojciec jest z Kalabrii, stąd umiłowanie do włoskiej kuchni, której uczyły ją babcia i mama. Dziewczyna skończyła renomowaną szkołę kulinarną Paula Bocuse’a w Lyonie. Praktykę odbyła w trzygwiazdkowej restauracji w Marsylii. Razem z Kamilem wyjechali na staż do Singapuru. Zaczęli myśleć o tym, by otworzyć własną restaurację. Mieli 30 tysięcy w kieszeni. Potrzebne było cztery razy tyle. „Mogliśmy kupić co najwyżej kebaba albo bar hamburgerów. Justynie wpadło w oko to miejsce. Tu była kuchnia indyjska. Zażądali 150 tysięcy euro. Skłamałem – przyznaje z rozbrajającym uśmiechem Kamil.

– „Powiedziałem, że mam z banku 110 tysięcy. Nie mieliśmy nic. Za pięć godzin telefon od właściciela lokalu – zgodził się na tę sumę”. Rok trwała przymiarka do tego miejsca. Ruszyli w styczniu. W listopadzie dostali laur z TripAdvisor. „Jaką mamy kuchnię? Francuską z mieszanką azjatyckiej i włoskiej – nową” – mówi Kamil i wyjaśnia, że przyświecają im trzy zasady: „świeże, dobre i tanie”. Nie ma trufli ani małży świętego Jakuba, bo to by uderzyło po kieszeni klientów. „Chyba, że ktoś zadzwoni i zamówi specjalną kolację – 150 euro na osobę”. Przystawka i główne danie za 18 euro, z deserem za 24, „niespodzianka chefa” – 50 euro, to siedem różnych dań. A w menu – tatar z wielkich krewetek z ziołami – 15 euro, ravioli z grilla z serem pleśniakiem – 13, a na główne – prosiaczek marynowany 48 godzin i podsmażony na ruszcie albo ryba w sosie z alg. Do tego przedni wybór win z wyśmienitym Carmenere i hiszpańską Roją na czele. Telefon do rezerwacji: 00 33 983 318 086. Tekst nie jest sponsorowany. I ja tam byłem i do kuchni mnie wpuścili. Skąd nazwa? Od artysty, autora plakatów. Włocha w Paryżu, który stworzył piękny afisz dla firmy od czterech pokoleń produkującej na całym świecie parasole. W piwnicy, do której Kamil mnie wpuścił, mówi: „To cztery pokolenia, które produkowały parasole – ja zdobyłem się na coś innego – na restaurację”.

Marek Brzeziński