Jezus – Paryski nie-co-dziennik

Jezus – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 24 marca 2018




„O Jezusie przeczytać można, co tylko się chce. Po pierwsze, że nigdy nie istniał. Albo że, owszem, istniał, ale nie został ukrzyżowany; ktoś inny zawisł na krzyżu zamiast Niego. Albo że został ukrzyżowany, ale nie umarł na krzyżu; ocknął się w grobie, skąd wyszedł, by umrzeć kilka dni później. Albo że ożenił się z Marią Magdaleną i miał dzieci.

Albo, jeśli przyjrzeć się bliżej, że był trockistą lub zwolennikiem Fidela Castro. Albo że był po prostu tylko żydowskim nacjonalistą. Albo że był przybyszem z innej galaktyki. Albo że był homoseksualistą, a Święty Jan Apostoł był jego kochankiem. Albo że był Murzynem. Albo że nie miał określonej płci, tylko był jednocześnie mężczyzną i kobietą (a więc prawdopodobnie hermafrodytą). Albo że był istotą bezcielesną”.

Tak Leszek Kołakowski rozpoczyna swój esej Jésus ridicule napisany po francusku, a po polsku pod tytułem „Jezus ośmieszony”, wydany przez wydawnictwo Znak. Można by dodać, że w Jezusie widziano też buntownika, sekciarza, bluźniercę, podżegacza, włóczęgę, szaleńca, epileptyka, pijaka, prowokatora, egzorcystę, clowna, pieniacza siejącego niezgodę, oszusta mamiącego naiwną publiczność, maniakalnego samobójcę dążącego do męczeńskiej śmierci. Napisano o tym całe biblioteki – „Jezus bez uprzedzeń”, „Jezus, trop urojony”, „Jezus, świat, w którym żył”, „Jezus, nowe zbliżenie tajemnicy”, „Jezus kontra Jezus”, „Jezus a Sokrates, Budda, Konfucjusz” et cetera.

Dla judaistów Jezus to żydowski heretyk, ale i „nauczyciel wzniosłej moralności”. W islamie – prorok, pod względem znaczenia ustępujący jedynie Mahometowi. Nie umarł na krzyżu. Wzięty do nieba, powróci przed końcem świata jako muzułmański Mesjasz, który stanie na czele walki z siłami zła, dając każdemu człowiekowi możliwość nawrócenia na islam. Z kolei dla hinduistów nie ma nic nadzwyczajnego, że Bóg zstąpił na ziemię pod postacią Jezusa, który dla nich mógł być równie dobrze Bogiem, Synem Bożym, człowiekiem czy duchem. W ich tradycji zdarza się tak wielokrotnie, dlatego bez trudu znajdują dla niego miejsce w swym politeistycznym panteonie. Jego zmartwychwstanie to odrodzenie w następnym wcieleniu. Niektórzy twierdzą nawet, że greckie słowo „Christos” to zniekształcona forma imienia Kriszny (Ieuzus Christna), boskiego syna zrodzonego (również) z dziewicy, ósmego awatary Wisznu. A z buddyjskiego punktu widzenia Jezus jest analogią bodhisattwy, istoty doskonałej, która po osiągnięciu stanu oświecenia (buddy) mogła przejść do nirwany, ale współczując cierpiącym ludziom, została z nimi, by im pomagać. Jezus mógł być emanacją najbardziej czcigodnego bodhisattwy Awalokiteśwary działającego wśród prostych ludzi. Fascynacja Wschodem zrodziła mit Jezusa wędrującego po Indiach i Tybecie między 12. a 30. rokiem jego życia, kiedy jest nieobecny w kanonicznych ewangeliach.

„Śmierć Chrystusa w Japonii” – książka Japończyka Tara Wasako to kolejna wersja losów Jezusa, który uniknął ukrzyżowania. Zamiast niego jakoby ukrzyżowano nikczemnego zelotę, niejakiego Iskiri Ishikiri, a On po długiej podróży dotarł do Japonii, kraju swych mistycznych, teologicznych i szamańskich studiów z czasów młodości. Zamieszkał w małym miasteczku Héraï (fonetyczne echo Hebronu), w dzisiejszym Shingo, w regionie Tohoku na północy wyspy Honsiu. Tam przyjął japońskie imię Hachinohé Taro Tenku, poślubił Yumiro, świętą kobietę, z którą miał trzy córki, i dożył 106 lat. Jednym z dowodów jego życia w Shinko ma być fakt, że to jedyne miejsce w Japonii, gdzie księża shintoizmu kreślą znak krzyża nad dziećmi. Grób Jezusa z angielską inskrypcją i gwiazdą Dawida ma się znajdować na miejscowym cmentarzu, do którego ściągają wyznawcy sekty Trzecia Cywilizacja oraz modlą się żołnierze z bazy amerykańskiej.

Leszek Kołakowski zastrzega w swym eseju, że to wszystko go nie interesuje, a to, co go interesuje, formułuje w trzech pytaniach bez odpowiedzi: Czy nasza kultura przeżyje, jeśli zapomni Jezusa? Czy wierzymy, że jeśli Jezus zostanie wygnany z naszego świata, ten świat przepadnie? Dlaczego potrzebujemy Jezusa? – dodając, że żyjemy pośród kulturowego i umysłowego zamętu, przerażeni wobec świata, który traci swoje religijne dziedzictwo.
Wielka Noc idzie – noc zwątpienia. Kościół francuski pustoszeje, zamiera. Niegdyś prężny, wpływowy, dziś jego oddziaływanie się kurczy – biedny, pokorny, wręcz lekceważony przez dawnych wyznawców jego przebrzmiałej wielkości. Odradza się ezoteryka, astrologia, frankomasoneria, nowe ruchy odnowy, przemiany i samo­doskonalenia łączące ludyczną psychologię z duchowością Wschodu, człowieka z kosmosem. A Jezus? – W jakiej cywilizacji żylibyśmy bez Niego? – pyta Kołakowski. – Czy był Bogiem? Nie mam pojęcia. Ale jeśli jakiś Boży człowiek żył kiedykolwiek na tej ziemi, to był nim On.

O Jezusie przeczytać można, co tylko się chce. Można wybrać własną wersję „buntownika miłości” – albo… Go zapomnieć. Znamienne jest opowiadanie Anatola France’a „Prokurator Judei”, w którym Piłat, zapytany u kresu życia o Jezusa, odpowiada: – Jezus?… Z Nazaretu?… Nie, nie pamiętam.

Leszek Turkiewicz