×

Wolność – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 12 listopada 2017

Władza i politycy. Alkohol. Samotność. Śmierć. Słowa o dużej mocy. Pisane, wypowiadane, śpiewane. Słowa wielkiego „Monstrum” – jak brzmi tytuł nowej książki Gérarda Depardieu. Francuski De Niro udziela wywiadów, koncertuje. Wyniosły i groteskowy, wyrafinowany i skromny, agresywny i wyciszony. Niezrozumiały. Również dla siebie samego.





Znowu jest bohaterem francuskich mediów po tym, jak przed kilku laty wpadł w ramiona Putina, kiedy 75-procentowy cień fiskusa padł na jego konta bankowe. Jak tysiące bogatych Francuzów wybrał podatkowe uchodźstwo. Najpierw przeprowadził się do belgijskiej wioski Néchin, tuż za granicą Francji, a gdy premier nazwał to żałosnym krokiem, zbuntował się niczym zranione dziecko w zbyt dużym ciele i dał spektakl ofiarowania swojego serca Putinowi. W atmosferze skandalu został rosyjskim grażdaninem. Wywołało to aferę prawie państwową, która obnażyła ekonomiczne, polityczne i dyplomatyczne fiasko nowego prawa podatkowego prezydenta Hollande’a. Wcześniej też brał różne azymuty politycznej tożsamości. Szedł w jednym kierunku z Mitterrandem i Chirakiem, komunistami i ekologistami, Fidelem Castro i Sarkozym. W Rosji zamieszkał 700 km na wschód od Moskwy, w Sarańsku, stolicy republiki Morowi, gdzie zaproponowano mu urząd ministra kultury. Ministrem nie został, z Rosji wyjechał, Putina porzucił. Zadowolił się belgijską rezydenturą fiskalną.

Jego pachnące nowością „Monstrum” z podtytułem: „Jeszcze bardziej wolny” to zbiór krótkich osobistych rozdziałów usytuowanych między poezją i modlitwą. Jakby korespondują z jego koncertami, jakie daje w paryskim „Cyrku Zimowym” (do 19 listopada). Śpiewa utwory wybitnej pieśniarki znanej jako Barbara. To jedna z ikon poetyckiej piosenki francuskiej. Zmarła 24 listopada 1997 roku. Aktor składa w ten sposób hołd swej przyjaciółce w 20. rocznicę jej śmierci, trochę jak on doświadczonej w dzieciństwie.

Depardieu od dziecka wadził się z nieprzychylną mu rzeczywistością. Urodził się w Châtea­uroux, wychował w biedzie, harował, uciekał ze szkoły, włóczył po ulicach i będąc na progu więzienia, przyjechał do Paryża. Miał 16 lat. Działał instynktownie. Potrzebował kilku lat, aby zostać aktorem o światowym rozgłosie. Nakręcił blisko 200 filmów, niektóre wyreżyserował i wyprodukował. Zdobywał Cezary, nominację do Oscara, Złoty Glob. Aktorstwo mu nie wystarczało – spróbował biznesu, sięgając po równie imponujące sukcesy. Zatrudnia setki osób w kilkunastu firmach, inwestuje w winnice i nieruchomości. Jest właścicielem ziemi w regionie Médoc i Burgundii, w krajach Maghrebu, Europie Wschodniej, Ameryce Południowej. Pod Paryżem ma (albo miał) salon Yamahy, w samym Paryżu restauracje La Fontaine Gaillon i Ecaille de la Fontaine oraz „swoją ulicę” rue du Cherche-Midi, a przy niej pod nr 50. sklep rybny Moby Dick, pod 110. – japoński sklep kolonialny, pod 117. – winiarnię, no i luksusowy Hôtel Chambon z loftem, ogrodem, basenem.

Jest jak wolny duch, którego nic nie może zatrzymać – ani dramaty rodzinne, ani granice państwowe. Przeżył zawał serca i trudne relacje z synem, które śledziła cała Francja. Syn Guillaume mógł być niczym młody bóg (obiecująca kariera aktorska u boku ojca), ale porwały go demony. Ucieczki z domu, kradzieże, napady, alkohol, heroina, prostytucja. Wyrzucano go ze szkoły, zamykano w domu poprawczym, szpitalu psychiatrycznym, więzieniu. Po wypadku motocyklowym amputowano mu nogę. Marzył o roli Artura Rimbaud (też stracił nogę), ale zmarł przedwcześnie, mając 37 lat, tyle co Rimbaud.
Depardieu w książce i wywiadach (Le Journal du Dimanche i inne) opowiada o sobie jak w konfesjonale, przede wszystkim o swej wolności. Bo to tam tkwi prawdziwa władza – powiada. W wolności. Ci, co kochają inną władzę, kończą jako dyktatorzy. Władza psuje, osadza, przykuwa do ziemi, wymaga nieludzkiego zachowania, by ją utrzymać. A wolność dodaje skrzydeł. Kto sprawuje władzę, zawsze jest jakoś ułomny, czegoś po ludzku istotnego mu brak. Polityków mamy nie takich, na jakich zasługujemy, lecz tych, którzy są do nas podobni – jak Trump podobny jest do Amerykanów. Putin, Hollande, Macron już mnie nie interesują. Znam ich, ale o nic ich nie proszę, bo musiałbym wejść z nimi w jakiś układ, kompromis.
Cisza. To jedna z osi mojego życia. Prowadzi mnie do wsłuchiwania się w świat rezonujący we mnie. Skupiam uwagę na rzeczach, których nie znam, a które rodzą się we mnie. Nic nie wiem o sobie i innych, póki nie dojdzie do autentycznego spotkania. Ono samo w sobie jest tajemnicą. Nie oceniam ludzi, ja ich odczuwam i od jednych się oddalam, do innych zbliżam. Uchodzę za prowokatora. I jestem nim tam, gdzie dominują kodeksy i granice, bo sam nie mam kodeksów, nie mam granic. Pieniądze i sława mnie nie interesują. Za dużo widziałem tych, co posiadają dla samego posiadania. Polubiłem samotność i jeśli w ciągu dnia nie mam czterech godzin tylko dla siebie, to dzień jest stracony. A ludzie, jeśli mnie lubią, to nie za filmy, a za to, że nasikałem w samolocie albo że mam rosyjski paszport. Może też za to, że jestem wolny, bo takich już mało. Wolność! To mój jedyny sposób istnienia.

Leszek Turkiewicz