Dzielnica Łacińska znajduje się w V i VI części Paryża, a w jej centrum historycznym znajduje się la Sorbonne. Dlatego atmosfera jest mocno akademicka od okolic Saint-Germain-des-Prés do ogrodu Luxembourg. Nazwa dzielnicy wywodzi się z faktu, iż łacina była językiem używanym w szkołach i uniwersytetach do 1793 roku, a w okolicy jest sporo placówek naukowych. W latach 60’, a zwłaszcza podczas wydarzeń w maju 1968 roku, dzielnica stała się centralnym miejscem ruchów i protestów studenckich. Ten fakt również wpłynął na specyficznie, akademicki charakter dzielnicy Łacińskiej.
Jest to również jedna z najstarszych części stolicy. Rzymianie pokonali w 52 r.p.n.e celtyckie plemię Paryzjów zaludniających od 250 r.p.n.e wyspę île de la Cité (zwaną przez Rzymian Lutecja Parisorum – skąd wzięła się nazwa Paryża). Rzymianie zbudowali tu łaźnie, forum, teatr, amfiteatr, wodociąg oraz trakty drogowe, jak dzisiejsza rue Saint-Jacques. Oczywiście zaprowadzę was w te wszystkie miejsca.

p1050443.jpg

W XII wieku Uniwersytet Paryża od początku mieszczący się w klasztorze Notre-Dame przenosi się na lewe wybrzeże i od tej pory, cała dzielnica jest mocno nasiąknięta tradycją uniwersytecką. W 1253 roku Robert de Sorbon tworzy un collège, czyli kolegium dla najbiedniejszych, które osiągnie szybko międzynarodową renomę: la Sorbonne.
Ale ta dzielnica jest przede wszystkim pełna zabytkowych miejsc i wspaniałych monumentów, jak doskonale widoczny Panthéon. Tłumy przybywają do dzielnicy, żeby pospacerować po uliczkach z niepowtarzalną atmosferą, tworzoną przez kawiarenki, restauracje, kina i księgarnie.

laurent-fleutot-604.jpg

Ten klimat bohemy, wymagał ode mnie odwołania się do wyjątkowego filmu, który odtwarza ten lekko zwariowany, oryginalny kolor i zapach Dzielnicy Łacińskiej. Naturalnie wybór padł na kino nowej fali: A bout de Souffle, czyli Do Utraty Tchu. Mimo długich dialogów między bohaterami na Champs-Elysées, porusza nas lekkość tekstu, niepowtarzalny klimat muzyki jazzowej oraz pragnienie bycia wiecznie młodym.

Na drodze, która prowadzi do Paryża, bohater filmu Michel Poiccard, młody oszust, (grany przez Jean-Paul Belmondo), zostaje zatrzymany przez policjanta. Michel zabija funkcjonariusza bronią ukrytą w samochodzie, który ukradł w Genewie. Mimo tego wydarzenia kontynuuje swoją podróż do stolicy, żeby odebrać zapłatę i odnaleźć swoją miłość, Patricię, amerykankę, przyszłą dziennikarkę, która sprzedaje New York Herald Tribune na paryskich ulicach. Planuje uciec z ukochaną do Rzymu. Pojawiają się jednak problemy z zainkasowaniem pieniędzy za dokonaną kradzież. W dodatku policja trafia poprzez Patricię na ślad Michel’a.
Ten pierwszy film długometrażowy autorstwa Jean-Luc Godard, na podstawie scenariusza François Truffaut jest początkiem nowej fali w kinie francuskim... Reżyser kreuje wówczas jedno z największych dzieł francuskiego kina (i zarazem światowego), wybitny przykład gatunkowy.
Niektórzy twierdzili na początku, że montaż filmu był nieudany: Godard odważył się na kontrowersyjne skoki obrazu. Ta zdawałoby się niedoskonałość jest wyjątkowa. W przypadku naszej Dzielnicy Łacińskiej możemy mówić o niedoskonałościach, bo nie wszystko was zachwyci, ale całość tej dzielnicy tworzy z pewnością jedną z najpiękniejszych paryskich okolic.

Młodzieńczy tupet, zauważalny na każdym niemal kroku, jest też nieodłącznym elementem filmu Godarda. Do dzisiaj kilka zdań może szokować, więc łatwo sobie wyobrazić jakie nastroje panowały w 1960 roku! Na samym początku, zanim jeszcze Michel zabije policjanta, bohater mówi długi monolog, po czym patrząc w kamerę rzuca: „allez vous faire foutre”, czyli „mam was gdzieś”, co w szokujący, jak na owy czas sposób, materializowało awangardową postawę twórców Nowej Fali.
Truffaut i Godard stworzyli dzieło, lansujące ich idee uwolnionej sztuki. Jak mówił Godard; „Między żalem i chaosem, wybieram chaos. Żal jest kompromisem.”

Postaramy się odszukać te emocje także w dzisiejszej Dzielnicy Łacińskiej, oczywiście przy dźwiękach trąbki Miles’a Davisa! Musique, Maestro! Mp3 player na uszy włóż!





Jesteś na rue de la Bûcherie, istniejącej od 1202 r. Nazwę wywodzi się od tartaku, dlatego, że kiedyś tutaj właśnie zwożono drzewo wykorzystywane do ogrzewania mieszkań i spławiano je Sekwaną na barkach. Przejdź obok merostwa dzielnicy (nr 13 i 15), a potem skręć w prawo, w rue de l’Hôtel Colbert, która kiedyś nazywała się ulica Szczurów. Pod nr. 12 i 14, znajdziesz XVII-wieczne hotele (pamiętajmy, że francuskie słowo „hôtel” w znaczeniu historycznym oznaczało pałacyki, w których mieszkała szlachta, duchowieństwo lub przedstawiciele władz; dziś to słowo ma zupełnie inne znaczenie).
Idź prosto przez rue Lagrange i skręć w prawo, w rue Galande, na rogu znajdziesz boulangerie, pâtisserie, confiserie, salon de thé, czyli piekarnię, cukiernię i kawiarnię w jednym! Jednak jeśli nie masz zbyt wiele czasu, pokonaj pokusę i ruszaj w dalszą drogę. Pod nr. 31 przyjrzyj się koniecznie budynkowi z XV w., na którym widać wizerunek św. Juliana na barce. Zobacz malowniczą rzeźbę pod nr. 44, a pod nr. 46–54 średniowieczne piwnice.
Jeśli masz choć chwilę czasu między 17.00 a 4.00 rano, koniecznie zatrzymaj się w Le Caveau des Oubliettes (m.. Saint-Michel lub Maubert Mutualité; tel..01 46 34 23 09; Le caveau des oubliettes, Pub et club de jazz, blues, funk, fusion, jam sessions, concerts tous les soirs). W tym pubie odbywają się koncerty jazzowe. Dla miłośników muzyki to idealne miejsce! Jazz rozbrzmiewał tu zawsze, jedynie wystrój kawiarenki się zmienił: pamiętam, że kiedyś cały Caveau des Oubliettes był wyłożony trawnikiem! Jeżeli poprosisz właściciela, chętnie zaprowadzi cię do podziemi, gdzie zrozumiesz, skąd pochodzi nazwa pubu. W „Piwnicy Zapominajek” zachowało się kilka rzadko spotykanych we Francji malutkich cel więziennych, należących niegdyś do Petit Châtelet mieszczącego się na obecnym place du Châtelet. W średniowieczu piwnica była miejscem o ponurej reputacji. Małe rozmiary, wilgoć, zimno, brak światła – więźniowie rzadko wychodzili stąd żywi. Można jeszcze przeczytać kilka wyrytych na ścianach, dramatycznych słów. Ale to nie koniec! Przy samym wejściu, po prawej, zwróć uwagę na prawdziwą gilotynę! Podobno nie była używana, ale nigdy nie wiadomo, lepiej zapłacić rachunek przed wyjściem…
Kilka kroków od skrzyżowania z rue Saint-Julien le Pauvre, po tej samej stronie co poprzedni pub, mieści się jedna z moich ulubionych kawiarenek: Aux Trois Mailletz (m.. Saint-Michel lub Maubert Mutualité; tel..01 43 25 96 86; Document sans nom). To miejsce jest po prostu cudowne. Zawsze jakiś artysta siada za fortepianem, a po chwili dołącza do niego wokalista. Pamiętam, że kiedyś rozgrzała nasze serca śpiewaczka operetkowa. Repertuar jest jeden: francuska muzyka. Większość klientów zresztą przychodzi tu głównie dla wielkich nazwisk: Edith Piaf, Jacques Brel, Serge Gainsbourg, Juliette Gréco, Francis Cabrel, Jean-Jacques Goldman, Garou itd., lista jest bardzo długa. Można śpiewać do 4.00 rano. Atmosfera cyganerii i czar francuskiej muzyki przypomina lata 50. i 60. XX w., tak jak w naszym filmie Do utraty tchu!
Skręć w prawo, w rue Saint-Julien le Pauvre. Po prawej przejdź obok église Saint-Julien le Pauvre – najmniejszego i najstarszego kościoła w Paryżu. Na skwerze przed świątynią (square Viviani) rośnie najstarsze drzewo w stolicy, posadzone w 1601 r., za panowania Henryka IV! Początkowo wznosiła się w tym miejscu jedna z sześciu bazylik z epoki Merowingów, służąca wtedy jako hospicjum dla pielgrzymów. Przebudowywana przez benedyktynów, osiągnęła dzisiejszą postać kościoła. Przychodzili się tu modlić m.in.: francuski średniowieczny poeta François Villon, pisarz i humanista Rabelais, włoski poeta i polityk Dante, filozof i teolog Abelard, a także św. Tomasz z Akwinu. Od 1889 r. świątynia została przeznaczona dla obrządku grekokatolickiego. Legenda mówi, że woda ze studni, która istnieje od VI w., ma cudowne właściwości! Dlatego kiedy dotrzesz do końca uliczki wejdź koniecznie przez furtkę do parku, aby wypowiedzieć w milczeniu swoje najskrytsze marzenia! Ja poczekam tu na ciebie, a potem ruszamy dalej w lewo.
Skręcamy więc w rue de la Bûcherie, gdzie najpierw natkniesz się na fontannę Wallace, a potem obowiązkowo wstąp do nietypowej księgarni! Shakespeare and Company (Shakespeare and Company). To nie jest zwykła księgarnia z antykwariatem – to prawdziwa instytucja! Nieprzypadkowo mieści się w dzielnicy, która skupiała przez wiele lat intelektualne sławy. Kiedy George Whitman ją otworzył, pragnął, żeby pełniła funkcję sanktuarium dla pisarzy, była źródłem inspiracji dla artystów. Henry Miller, Anzaïs Nin, Lawrence Durell i Allen Ginsberg przychodzili tu na herbatę i typowy angielski . Może się więc zdarzyć, że weźmiesz do ręki książkę James Baldwina z jego własnoręcznym autografem, lub odręcznymi notatkami. Pamiętam, że spędzałam tu wiele godzin za czasów licealnych. Sceneria jest naprawdę wyjątkowa, zupełnie jak z filmu Juliusza Machulskiego King Size. Co prawda nie ma szuflad, ale jest się przytłoczonym regałami pełnymi książek, tajnymi przejściami i różnymi meblami. Zwykle kręcą się tu studenci, którzy nie mają gdzie się podziać, ale nie są jedynymi bywalcami tego miejsca – w Shakespeare and Company mieszka kilka czarnych kotów, które są niezwykle dyskretne.
Kontynuujmy nasz spacer prosto na rue de la Huchette. Pierwsza uliczka, którą miniesz, nazywa się rue du Chat qui pêche, czyli, ulica Kota Rybaka. Tu, pod nr. 5, mieści się jeden z najstarszych klubów jazzowych Paryża – słynny Caveau de la Huchette (CAVEAU DE LA HUCHETTE), niegdysiejsze miejsce spotkań templariuszy i różokrzyżowców. Miała tu swą siedzibę loża masońska, a dwa sekretne, podziemne przejścia, wiodły wprost do Châtelet i do klasztoru Saint-Séverin. Gdy jednak w 1946 r. przebudowano piwnice budynku, stały się one ulubionym miejscem miłośników jazzu.

moj-paryz-elisabeth-duda.png
Ksiegarnia Pascal

i zobacz tu: http://www.facebook.com/pages/Mόj-Pa...3579339?ref=hl