Demokracja, czy synkretyzm dyktatury partiokracji i poprawności politycznej.
przez
, 03 luty 2012 o 23:32 (252 Odwiedzin)
"[...] Dobra znajomość opinii publicznej jest dla rządu rzeczą największej doniosłości, bo to ona stanowi o jego sile lub słabości [...]"
Ludwik Filip, Pamiętniki z czasów Wielkiej Rewolucji. Wyd. PIW. Warszawa. 1988., s. 136.
Ostatnie tygodnie w Polsce i we Francji, stanowią czas poważnego testu dojrzałości elit politycznych i wydolności systemu politycznego.
Polski rząd, zdominowany przez Platformę Obywatelską, zwaną coraz częściej Partią Omnipotencji, po gładko wygranych wyborach parlamentarnych, uzyskał prawdziwy komfort rządzenia i mandat do przeprowadzenia niezbędnych reform społeczno - politycznych. Zamiast reform zaczął się jednak spektakl arogancji, niekompetencji, kupczenia stanowiskami publicznymi i politycznego kluczenia, czego apogeum Ustawa refundacyjna, oznaczająca ogromne problemy dla obywateli w aspekcie ochrony zdrowia, a kulminacją decyzja o podpisaniu ACTA.
Rządząca koalicja długo sprawiała wrażenie niemej na społeczną krytykę, budowała mit silnej władzy, oparty niestety wyłącznie na ignorowaniu opinii publicznej, co było tym łatwiejsze, że polska opozycja parlamentarna nie stanowi de facto realnej alternatywy wobec obecnego układu władzy. Podpisanie ACTA przelało czarę goryczy i doprowadziło nie tylko do masowych protestów, ale do pierwszych form organizacji społeczeństwa obywatelskiego przeciw władzy. Zapatrzony w sondaże popularności rząd, głosem Premiera RP próbuje od dziś odzyskać inicjatywę polityczną, deklarując już nie tylko konsultacje, ale wręcz gotowość odstąpienia od procesu ratyfikacji Umowy ACTA.
To niewątpliwie zwycięstwo demokracji, społeczeństwa obywatelskiego, ale zarazem początek erozji aktualnego układu politycznego w Polsce. Kolejnym starciem, będzie niewątpliwie koncepcja reformy emerytalnej sprowadzająca się do wydłużenia wieku emerytalnego pracowników najemnych do 67 lat, z zachowaniem przywilejów części społeczeństwa w tym względzie [górnicy, rolnicy] i szeroko rozumianego aparatu przymusu. Nie wiadomo na dziś, czy polski parlament zdecyduje się na rozpisanie referendum w tej sprawie, pomimo masowego poparcia tej idei przez działania zainicjowane przez NSZZ Solidarność - moim zdaniem nie - które przy tych parametrach projektowanej Ustawy i stanie nastrojów społecznych, zostanie niewątpliwie przez rząd przegrane.
W wymiarze politycznym, stanu świadomości społecznej i preferencji wyborczych, w Polsce już nic nie będzie takie same.
Francja staje tuż przed wyborami prezydenckimi wobec kwestii próby eliminacji Marine Le Pen z procesu wyborczego, z wykorzystaniem demokratycznych procedur i zapisu ordynacji wyborczej, o konieczności zebrania poparcia tzw. 500 wyborców kwalifikowanych. Nie sposób wykluczyć, że to się ostatecznie uda. Oznaczać to będzie jednak pozbawienie możliwości wyrażenia swoich preferencji przez conajmniej 10% Francuzów. Dodajmy zresztą, że wszystkie sondaże i badania opinii publicznej, potwierdzają nader krytyczny stosunek elektoratu do takiej formuły eliminacji przedstawiciela Frontu Narodowego z procesu wyborczego.
Jeżeli ten scenariusz stanie się faktem, straci na tym nie tylko Front Narodowy, straci przede wszystkim francuska demokracja, będzie to pyrrusowe zwycięstwo kandydata bez względu na prezentowaną prze niego opcję polityczną. Wykluczenie Frontu Narodowego z procesu wyborczego skutkować będzie - w mojej opinii - nie tylko istotnym spadkiem frekwencji wyborczej, wzrostem apatii, ale przede wszystkim przełoży się na dalszy wzrost poparcia społecznego i liczebności elektoratu Frontu. Dojdzie do paradoksalnej sytuacji, że co piąty - ze stałą tendencją wzrostową - Francuz, pozbawiony zostanie na szczeblu ogólnokrajowym własnej reprezentacji politycznej, z którą może się utożsamiać politycznie i ideowo.
Szkoda, że elity polityczne obu krajów zatraciły zdolność wsłuchiwania się w interesy społeczeństwa, umiejętność rzeczywistej agregacji oraz artykulacji jego zróżnicowanych preferencji i aksjologii. Europę czeka trudny i długi proces sanacji, z olbrzymimi, nie do końca dziś uświadamianymi sobie przez szerokie masy konsekwencjami oraz kosztami. Resentymenty za walutą narodową, silnym organizmem państwowym, państwem narodowym, tradycyjnymi wartościami, a szerzej nacjonalizmem niewątpliwie zyskiwać będą w najbliższych latach w całej Europie na znaczeniu. Stale też rosło będzie zagrożenie radykalizmami we wszelkiej postaci. Tym ważniejsze jest utrzymanie społecznego konsensusu co do dalszej drogi rozwojowej i zakresu reform, zapobieganie sekowaniu i odrzucaniu na obrzeża życia publicznego szerokich warstw społecznych. Doraźny interes oligarchii partyjnych, partiokracji, nie może zdominować debaty publicznej i stanowić wiodące kryterium kluczowych decyzji. Demokracja mimo rozlicznych analogii do konkurencyjnego rynku i wykorzystania w szerokim zakresie zasad marketingu, nie może być areną sądów skorupkowych, ostracyzmu, totalnej marginalizacji mniejszości. Demokracja to rządy większości, ale z poszanowaniem praw mniejszości . Warto o tym pamiętać nad Sekwaną i nad Wisłą.












Wyślij na e-mail wpis na blogu


