Do opublikowania tego tekstu sprowakowal mnie czlowiek z ktorym lubie sie sprzeczac RAY ESTE , a dotyczy wszystkich nas a wiec kraju naszego pochodzenia. Moj adwersarz napisal ostatnio ze cieszy sie ze rozpada sie ta quasi socjalistyczna europa.
To sprowokowalo mnie do tego aby ukazac jakby Polska wygladala gdyby nie ten quasi socjalizm , amoze sie myle i juz jestem stary w kazdym razie tym ktorzy chcieli by sie dowiedziec jak wygladala Polska przed II wojna swiatowa polecam artykol.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Polska dzisiejsza jest zupełnie niepodobna do tej sprzed 1 września 1939 r.

Dane statystyczne mogą być dobrym przewodnikiem po kraju. Wiedział o tym Edward Szturm de Sztrem, statystyk i demograf, od 1929 r. do wybuchu wojny prezes Głównego Urzędu Statystycznego. To z jego inicjatywy zaczął się ukazywać „Mały Rocznik Statystyczny”.
W przedmowie do pierwszego rocznika, z 1930 r., prezes GUS napisał, że ma on utrwalić wiadomości na temat: „Czym jest istotnie dzisiejsza Polska”. Te słowa Szturm de Sztrem powtórzył w przedmowie do 10. rocznika z 1939 r.

Wydano go w czerwcu w rekordowym nakładzie 100 tys. egzemplarzy – Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zalecało „Mały Rocznik Statystyczny” jako materiał pomocniczy dla szkół. Nigdy nim nie był.

1 września 1939 r. hitlerowskie Niemcy dokonały agresji na Polskę. Państwo zrodzone dzięki I wojnie światowej odeszło w niebyt po kilku tygodniach od rozpoczęcia II wojny światowej. Odrodziło się w zupełnie innym kształcie w latach 1944-1945. I choć po zmianach ustrojowych w 1989 r. władze nazywają obecną Polskę bezpośrednią kontynuatorką Polski międzywojennej (podkreśla to umieszczona w konstytucji druga nazwa państwa – Trzecia Rzeczpospolita), nie zmienia to faktu, że Polska dzisiejsza jest zupełnie niepodobna do Polski sprzed 1 września 1939 r. Dowodzą tego dawne publikacje GUS uczące, czym był istotnie tamten kraj.

W 1939 r., wraz z ziemiami odzyskanymi (tak oficjalnie nazywano Zaolzie), Polska zajmowała 389.720 km kw. (o 77 tys. km kw. więcej niż obecnie). Spośród państw leżących wyłącznie w Europie ustępowała jedynie Niemcom, Francji, Hiszpanii i Szwecji. Najdalej wysunięty na północ punkt kraju znajdował się w okolicach Brasławia (województwo wileńskie), na południe – Kosowa (województwo stanisławowskie), na wschód – Dzisny (województwo wileńskie), a na zachodzie – Międzychodu (województwo poznańskie). Obecnie tylko Międzychód leży w Polsce – od granicy zachodniej oddziela go całe województwo lubuskie. Dawne powiaty dziśnieński i brasławski znajdują się na terenie Białorusi, a kosowski – na Ukrainie.
W 1939 r. Polska dzieliła się administracyjnie na m.st. Warszawę oraz 16 województw, z których siedmiu – wileńskiego, nowogródzkiego, wołyńskiego, poleskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego i lwowskiego próżno szukać na jej współczesnej mapie.

Polska należała nie tylko do największych, lecz także do najludniejszych państw europejskich. Ostatni przedwojenny rocznik statystyczny szacował liczbę mieszkańców na 35,1 mln – więcej, niż miała np. ówczesna Hiszpania czy Turcja. Spośród państw położonych wyłącznie w Europie Polska pod względem liczby ludności ustępowała jedynie Anglii, Włochom, Niemcom i Francji.

Kim byli mieszkańcy tego dużego europejskiego kraju?

Najpełniej przedstawił ich drugi spis powszechny, przeprowadzony 9 grudnia 1931 r., gdy Polska wkroczyła w 14. rok niepodległości.

W czasie spisu nie pytano o narodowość. Zadano dwa inne – ważne dla określenia tożsamości – pytania: o „język ojczysty” i „wyznawaną religię”.

Spośród 32,1 mln ówczesnych mieszkańców ponad 10 mln za język ojczysty uznało inny język niż polski.

Dla 3,2 mln obywateli językiem ojczystym był ukraiński,
Dla prawie 2,5 mln – jidysz,
Dla 1,2 mln – ruski (starobiałoruski),
Dla prawie miliona – białoruski,
Dla 740 tys. – niemiecki,
Dla ćwierć miliona – hebrajski,
Dla 138 tys. – rosyjski,
Dla 83 tys. – litewski.

Ponad 700 tys. spośród 1,13 mln mieszkańców Polesia nazwało język ojczysty tutejszym. Określenie tutejszy pojawiło się w czasie spisu w 1921 r. – oznaczało nie tylko język, ale i narodowość.

Choć język polski jako ojczysty zadeklarowało jedynie niespełna 22 mln mieszkańców, jest to liczba zawyżona ze względu na naciski ze strony komisarzy spisowych i dokonywane przez nich fałszerstwa – dotyczyły one głównie ludności białoruskiej i ukraińskiej.

Niespełna 20,7 mln mieszkańców Polski określiło siebie w 1931 r. jako wyznawców religii rzymskokatolickiej i ormiańskokatolickiej.

Zgodnie ze spisem w Polsce było wówczas 3,8 mln prawosławnych, 3,3 mln grekokatolików, 3,1 mln wyznawców judaizmu, ponad 800 tys. ewangelików (protestantów).

W 1931 r. 72,8% ludności Polski mieszkało na wsi, 27,2% – w miastach.

W porównaniu ze spisem z 1921 r. ludność miast wzrosła tylko o 2,6%.

Polska do 1939 r. pozostawała państwem o zdecydowanej przewadze ludności wiejskiej.

Komisarze spisowi doliczyli się w 1931 r. prawie 6,4 mln mieszkań, w których było łącznie niecałe 11,8 mln izb mieszkalnych.

Statystycznie jedną izbę zajmowały trzy osoby.

Zgodnie z ustaleniami rachmistrzów 10,45 mln osób mieszkało w lokalach, w których na jedną izbę przypadały co najmniej cztery osoby.

5,2 mln spośród tych 6,4 mln mieszkań stanowiły lokale jedno- i dwuizbowe.

Jednoizbowych było 3 mln, prawie wszystkie miały – jak to określono w dokumentach spisowych – „urządzenie kuchenne”.

W takich lokalach mieszkało 13,7 mln obywateli.

Komisarze spisowi byli na tę sytuację przygotowani, w arkuszu pomocniczym bowiem znajdowało się pytanie: „Czy mieszkanie składa się wyłącznie z izby kuchennej?”.

Najgorzej wyglądała sytuacja na wsi. W województwie kieleckim, zaliczanym do województw centralnych – lepiej rozwiniętych niż wschodnie – 2,2 mln mieszkańców wsi zajmowało 414,5 tys. mieszkań (w tym 260 tys. jednoizbowych) z 603 tys. izbami.

Połowa ludności wiejskiej województwa zajmowała lokale, w których jedną izbę dzieliły co najmniej cztery osoby.

W Warszawie w takich warunkach mieszkało 23,4% ludności.
Dla porównania w Rzymie – 8%, w Pradze – 6%, w Paryżu – 0,7%, w Berlinie – 0,3%.


Spośród 618,8 tys. budynków w polskich miastach w 1931 r.
  • elektryczność była w 234,3 tys.,
  • wodociąg – w 90,2 tys.,
  • kanalizacja – w 80 tys.


Jedynie co 10. budynek (61,7 tys.) miał wszystkie instalacje.

Ta sytuacja w zasadzie nie zmieniła się do wybuchu wojny. „Wśród krajów, dla których rozporządzamy danymi w sprawie wielkości mieszkań, szczególnie Polska wyróżnia się niekorzystnymi warunkami”, ubolewała Jadwiga Niebudkówna w kwartalniku GUS „Statystyka Pracy” (Zeszyt nr 1 z 1939 r.).

Przedwojenne roczniki statystyczne nie zawierają informacji o wyposażeniu domów wiejskich w media, bo niemal ich nie było.

Dla osoby, która na przełomie 1931 i 1932 r. nie skończyła roku, prognozowana dalsza długość życia wynosiła 48,2 lat (dla mężczyzny) lub 51,4 (dla kobiety).

Dalsza długość życia dla osób, które miały wówczas kilka lat, wyglądała lepiej: dla trzylatka – 57,7, a trzylatki – 59,4.

W 1923 r. na 10 tys. mieszkańców Polski przypadało 2,4 lekarza, w 1938 r. – 3,7 (w podobnym okresie ten wskaźnik wynosił w Bułgarii – 4,5, w Niemczech – 7,3, na Łotwie – 7,9, na Węgrzech – 11,2).

Jednak dostęp do lekarza był bardzo zróżnicowany.

W Warszawie na 10 tys. mieszkańców przypadało 22 lekarzy, a w otaczającym stolicę województwie warszawskim – dwóch.

Jeszcze gorszy wskaźnik był w województwach wołyńskim, poleskim i nowogródzkim.

Spośród 12.917 lekarzy w Polsce w 1938 r. jedynie 1466 pracowało na wsi, na której mieszkało ok. 70% ludności kraju.

Są wsie, w których brak w pewnych latach roczników szkolnych i rekruckich, bo kiedyś wytępiła w nich dzieci epidemia.

Choroby społeczne panoszą się niemal bezkarnie.

Lekarz jest niedostępnym luksusem.

Przywozi się go w ostatniej chwili – z księdzem”, pisał dr Stefan Giebocki w pracy nadesłanej na zorganizowany w 1936 r. przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych konkurs „Pamiętniki lekarzy”.

Podsumowując relacje medyków, przewodniczący jury Melchior Wańkowicz konstatował: „Zdrowie ludzkie w Polsce, oglądane ich oczami całkiem z bliska, daje obraz przerażający”.

Złe wyżywienie i warunki mieszkaniowe (brak toalety, bieżącej wody, zimno, wilgoć), brak opieki lekarskiej sprawiały, że w Polsce wyższe niż w rozwiniętych państwach europejskich były wskaźniki umieralności na tzw. choroby nagminne (dur brzuszny, odrę, grypę, błonicę, czerwonkę), gruźlicę oraz zapalenie płuc – odpowiednio 13,2, 17,6 i 15,5 zgonów na 10 tys. mieszkańców (w Anglii odpowiednio 7,1, 5,9 i 7,2, w Czechosłowacji – 8,9, 11,4 i 12,9).

23,1% mieszkańców Polski w 1931 r. nie umiało czytać ani pisać.

W województwie śląskim było jedynie 1,5% analfabetów, w Warszawie – 10%, za to w województwach poleskim i wołyńskim prawie połowa. Mimo wprowadzenia już w 1919 r. obowiązkowej edukacji (siedmioletnia szkoła powszechna) problemu analfabetyzmu – w skali całego kraju – nie udało się rozwiązać do wybuchu wojny.

Zgodnie z danymi statystycznymi, od wprowadzenia w 1932 r. tzw. jędrzejewiczowskiej reformy szkolnictwa do roku szkolnego 1938/1939 poza obowiązkiem szkolnym pozostawało – w zależności od roku – od 9,4 do 11,7% dzieci w wieku 7-13 lat (ok. 0,5 mln).
W województwie wołyńskim w roku szkolnym 1937/1938 obowiązek szkolny obejmował 71,6% dzieci, w tym 62,3% siedmiolatków i 49,9% 13-latków.
Do ok. 10% w skali kraju uczniów niezapisanych do szkoły Marian Falski, w latach 30. pracownik Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, doliczał jeszcze 10% zapisanych, ale niepodejmujących nauki lub przerywających ją w czasie roku.

Choć szkoła powszechna dla dzieci kończących na niej naukę była siedmioletnia, to z powodu braku nauczycieli i pomieszczeń (szkoły organizowano bardzo często w wynajętych izbach chłopskich) w wielu wsiach realizowano jedynie program czterech klas.

Ich ukończenie nie dawało prawa kontynuowania nauki w gimnazjum.

Do wybuchu wojny nie rozwiązano problemu bazy lokalowej szkół powszechnych, nowych obiektów budowano niewiele, za to przyrost naturalny był bardzo wysoki (problem braku lokali rozwiązano dopiero po II wojnie światowej, m.in. z pomocą akcji „Tysiąc Szkół na Tysiąclecie”).

Edukacja większości uczniów kończyła się na etapie szkoły powszechnej. W roku szkolnym (akademickim) 1936/1937 szkoły powszechne ukończyło 262,7 tys. uczniów, egzamin dojrzałości zdało 15 tys. abiturientów, a dyplomy wyższych uczelni uzyskało 6114 osób.

W końcu lat 30. w USA było 215 odbiorników radiowych na tysiąc mieszkańców,
w Danii – 201,
w Szwecji – 195,
w Anglii – 187,
w Niemczech – 154,
we Francji – 112.

W Polsce jedynie Warszawa zbliżała się do tych wyników – miała 104 radioodbiorniki na tysiąc abonentów.

W województwie warszawskim było ich tylko 38,
w białostockim – 19,
w nowogródzkim – 11,
w wołyńskim i stanisławowskim – 10 (jedno radio na sto osób),
a w tarnopolskim – 9.

Na wsi korzystano niemal wyłącznie z radioodbiorników wyposażonych w detektory kryształkowe (karierę w latach 30. zrobił wynaleziony przez Wilhelma Rotkiewicza detefon), bo w przeciwieństwie do aparatów lampowych nie potrzebowały zasilania elektrycznego.

W 1939 r. bez światła elektrycznego, zdani na lampy naftowe byli mieszkańcy 97% wsi w Polsce.

Moc wszystkich elektrowni w kraju wynosiła niecałe 1,7 tys. megawatów (wybudowana w latach 70. elektrownia Kozienice miała większą moc), a produkcja energii elektrycznej w Polsce była
ponaddwukrotnie mniejsza niż w Szwecji,
pięciokrotnie mniejsza niż we Francji,
siedmiokrotnie mniejsza niż w Anglii
14-krotnie mniejsza niż w Niemczech.

Wydobycie podstawowego surowca energetycznego – węgla kamiennego – do końca II RP było mniejsze niż w 1913 r. w kopalniach, które znalazły się w składzie państwa polskiego (wydobyto w nich wówczas 41 mln ton, w 1938 r. – 38,1 mln).

Obywatele przedwojennej Polski rzadko słuchali radia, ale jeszcze rzadziej korzystali z telefonu.

W 1938 r. w kraju było zarejestrowanych 299 tys. aparatów telefonicznych należących do 225 tys. abonentów.

Na tysiąc mieszkańców Polska miała siedem telefonów,
Czechosłowacja – 15,
Łotwa – 39,
Niemcy – 53,
Anglia – 64,
Dania – 113.

Obywatele polscy nie nadrabiali zaległości w komunikacji, wysyłając telegramy i listy.
W 1937 r. w Polsce nadano 95 telegramów na tysiąc mieszkańców,
w Anglii ten wskaźnik wynosił 1418,
w Grecji – 697,
w Czechosłowacji – 310,
w Szwecji – 753.

W tym samym roku na jednego obywatela przypadało 26 nadanych przesyłek listowych
  • na jednego Belga – 53,
  • na Francuza – 144).


Przedwojenna Polska miała nieźle rozwinięty transport kolejowy (choć przewoziła mniej pasażerów niż kolej czechosłowacka, nie wspominając o angielskiej czy niemieckiej), za to pod względem transportu drogowego Polska do wybuchu wojny pozostała państwem zacofanym.

1 stycznia w całym kraju było zarejestrowanych niespełna 42 tys. samochodów, wliczając w to ciężarówki, autobusy i taksówki.

W całym województwie tarnopolskim, przez które przebiegała szosa zaleszczycka, w 1939 r. było zarejestrowanych 350 samochodów (jeden na 5 tys. mieszkańców).

W 1938 r. na tysiąc mieszkańców przypadało w Polsce 10 samochodów, podczas gdy w Anglii i we Francji ponad 500, w Szwecji – 305, w Niemczech – 251, we Włoszech – 100, w Czechosłowacji – 69.

W najlepszym dla Polskich Linii Lotniczych przedwojennym roku, 1937, przewieziono 37 tys. pasażerów.

W tym samym roku z Polski w podróż za granicę udało się 65,2 tys. osób, a w 1938 r. – 88,9 tys.

Te dane nie objęły osób, którym wydano paszporty emigracyjne.

W 1937 r. opuściło Polskę 102,4 tys. emigrantów, rok później – 129,1 tys. (w całym 20-leciu ok. 2 mln).

W Gdyni, poza portem, powstał Obóz Emigracyjny, w którym przygotowywano chętnych do wyjazdu z kraju – dzięki specjalnej bocznicy kolejowej emigranci byli dowożeni wprost pod burtę statku (ten epizod polskiej historii przypomina Muzeum Emigracji w Gdyni ).

Mimo sukcesów – budowy Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego – II RP do końca swego istnienia nie zdołała osiągnąć poziomu rozwoju gospodarczego z roku 1913 pod zaborami.

Tymczasem liczba ludności w kraju wzrosła z 27,4 mln w 1921 r. do 35,1 mln w 1939 r.

Zbigniew Landau i Jerzy Tomaszewski wyliczyli, że w porównaniu z 1913 r. spadek produkcji przemysłowej na jednego mieszkańca w 1938 r. – roku najlepszej koniunktury – wynosił 18%.

To – jak podkreślali – świadczyło „o uwstecznieniu naszej gospodarki, o wzroście zacofania w porównaniu z innymi krajami”.

PS. Gdy sie to czyta to ciarki przechodza jak PiS pragnie powrotu tamtej Polski !!!

Dziekuje za pomoc Panu Krzysztofowi Pilawskiemu za dane statystyczne.