Podczas jednej z moich ubiegłorocznych podróży do Polski, będąc na zakupach w Empiku, mama podsunęła mi książkę o ciekawym tytule, który bardzo mnie zaintrygował. “W Paryżu dzieci nie grymaszą” autorstwa Pameli Druckerman, natychmiast wzbudziła moje zainteresowanie, tak wiec wrzuciłam ją do koszyka, nie mogąc doczekać się chwili, gdy będę mogła zagłębić się w ten niby poradnik.
Kilka dni później, gdy nareszcie zaczęłam czytać książkę, nie mogłam się od niej po prostu oderwać! Dziś, będąc w ciąży z drugim dzieckiem, zdecydowałam się powrócić do tego tematu. Nie chcę jednak pisać długiej i nudnej recenzji, bo taką możecie znaleźć na stronach księgarni wysyłkowych. Pragnę się z Wami podzielić moją interpretacją, jako młodej, polskiej matki mieszkającej w Paryżu, która niedawno odkryła, że wychowuje dziecko po francusku!

Pamela Druckerman jest amerykańską dziennikarką i pisarką, mieszkającą od dziesięciu lat w stolicy Francji. Jest żoną Anglika, i matką trójki dzieci, ale przede wszystkim kobietą, która czując się zagubiona w otaczającej ją « francuskiej rzeczywistości » postanowiła się jej przyjrzeć, zrozumieć i wyciągnąć wnioski.

Czy edukacja « à la française » różni się od anglosaskiej, a nawet europejskiej?

Gdy będąc w zaawansowanej ciąży z Lilianą, poinformowałam moją mamę, że absolutnie nie zamierzam zmieniać swojego stylu życia, a moja córeczka, będzie się musiała po prostu dostosować do zasad panujących w naszym domu. Tym wyznaniem wzbudziłam w niej bardzo mieszane uczucia i wielki niepokój. Moja mama powiedziała mi, że jako matka powinnam zrobić wszystko, aby moje dziecko czuło się bezpieczne i szczęśliwe. Skwitowałam to stwierdzeniem, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko, a ja będę szczęśliwa gdy Lilianka dostosuje się do otaczającego ją środowiska, a nie odwrotnie. Takie podejście wydawało mi się całkowicie naturalne, w ten sposób wychowywała dzieci większość moich koleżanek, taki obraz macierzyństwa przedstawia się w tutejszej telewizji, a nawet położna z kursu rodzenia, mówiła nam, że dziecko które wkracza do rodziny musi zrozumieć jej funkcjonowanie od samego początku i je zaakceptować. Zdecydowałam się, aby nie karmić córeczki piersią, ponieważ źle się z tym czułam, i o dziwo zamiast ostrej krytyki pod moim adresem (tylko 55% Francuzek decyduje się na karmienie piersią), usłyszałam, że jeżeli mam to robić na siłę i bez przekonania, to lepiej będzie dla mnie i dla dziecka, jeśli rzeczywiście zrezygnuję z karmienia piersią. Martin bardzo się ucieszył z tej wiadomości, gdyż dzięki temu mógł od samego początku brać czynny udział w karmieniu córeczki, również tym nocnym. A ja mogłam wyskoczyć na kilkugodzinne zakupy do centrum, pozostawiając dwutygodniowe maleństwo pod opieką dziadka. Zostałam matką, ale pozostałam przede wszystkim kobietą, czyli zastosowałam się do jednej z głównych zasad macierzyństwa po francusku o których pisze Pamela Druckerman.
unnamed-8.jpg
Autorka w swojej książce podkreśla, że zasady i stały rytm stanowią główną podstawę francuskiej edukacji dziecka. I prawdą jest, że są one aplikowane i przestrzegane już od samego początku. Francuscy rodzice preferują poświęcić dzieciom mniej czasu, lecz ten który z nimi spędzają jest wykorzystany w sposób wartościowy, na wspólne zabawy, malowanie, rozmowy, a nawet gotowanie. Telewizja we francuskim domu jest ograniczona, dziecko ma wyznaczone godziny w których może oglądać swoje ulubione kreskówki.

Sposób odżywiania dzieci jest diametralnie różny od amerykańskiego, a nawet polskiego. Francuzi przestrzegają stałych pór posiłków, i starają się spożywać je wspólnie w dziećmi. Druckerman pisze prawdę, wspominając o pełnych obiadach podawanych 2-3 latkom, składających się z przystawki, głównego dania i deseru w postaci jogurtu i owoców. Dostęp do słodyczy jest bardzo ograniczony i francuskie dzieci konsumują je tylko w porze podwieczorku. Przekąski i notoryczne podjadanie, które jest tak bardzo popularne wśród polskich dzieciakowi, tutaj jest rzadkością. Wytyczne te stosowane są przez rodziców, personel żłobków, przedszkoli, opiekunki, ale również przez dziadków, tak więc dziecko nie zna innego modelu, co ułatwia mu jego akceptację.
Dziennikarka pisze również o francuskiej « nauce snu ». Mnie wspominała o tym położna na kursie rodzenia, przeczytałam o tym również we francuskich książkach na temat wychowania dzieci i słyszałam od koleżanek. Metoda ta nie polega na pozostawieniu płaczącego niemowlaka samemu sobie w łóżeczku, lecz na umożliwieniu mu oswojenia się z byciem samemu. Badania naukowe wykazują, że noworodki mają bardzo krótki cykl snu i dlatego często się delikatnie wybudzają. Branie ich wtedy na ręce i tzw. „uspokajanie” przy nawet niewielkim kwileniu, kompletnie je wybudza i utrudniania ponownie zapaść w głęboki sen. Francuscy eksperci sugerują pozostawienie kwilącego niemowlaka samego w łóżeczku przez krótką chwilę, tak aby miał możliwość ponownie zasnąć, dopiero później sprawdzić czy nie potrzebuje matczynych ramion. Zastosowałam tę metodę z Lilianką, i jako ośmiotygodniowy niemowlak przesypiała już siedem godzin!

Druckerman podkreśla, że równie ważnym elementem wychowania francuskich dzieci jest nauka cierpliwości. Dziecko musi zrozumieć, że rodzic nie służy do natychmiastowego spełniania jego prośby czy zachcianki. Słowo «zaczekaj» podając jego uzasadnienie, jest regularnie stosowane, ucząc dziecko cierpliwości i zrozumienia faktu, że rodzic i każdy człowiek, ma prawo być zajętym w danej chwili i mieć również swoje priorytety. Jednak cierpliwość musi działać w obie strony, jeśli więc oczekujemy cierpliwości od dziecka, sami musimy wykazać się cierpliwością, nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

Niezależność to kolejna z zasad, którą opisuje autorka. Francuzi uważają, iż nawet małe dziecko jest pełnowartościowym człowiekiem i w taki sposób powinniśmy się do niego zwracać. Dziecko ma swoje lepsze i gorsze dni, swoje humory i potrzebę swojej niezależności. Nie powinniśmy nad nim stać i kontrolować jego ruchów lecz pozwalać mu żyć jako indywidualnej i odrębnej jednostce. Powinniśmy mu dać możliwość podejmowania decyzji, nawet jeśli dotyczy ona tylko wyboru owocu na podwieczorek. Zdaniem tutejszych ekspertów, niezależne dziecko to takie, które może samo poznawać świat, czuje się dowartościowane mając możliwość podejmowania decyzji i będąc pytanym o zdanie, mając również poczucie bezpieczeństwa, gdyż wie, że rodzic zawsze jest w pobliżu.

Autorka tej niesamowitej książki pisze również o wielu innych, « regułach gry » między rodzicem, a dzieckiem. Nie moralizuje, nie krytykuje, tylko okiem bezstronnego obserwatora porównuje edukację według paryskich klas średnich z metodami wychowawczymi przeciętnego Amerykanina, którego dziecko jest « królem ».

To również pełna dowcipu, bardzo szczera i pełna wnikliwych obserwacji, książka, zasługująca na refleksję nad wychowaniem.

Która metoda jest lepsza? « Hyperparenting » po amerykańsku czy «cadres» po francusku?

Decyzję podejmiecie już sami.